In English

Joanna Dudkowska, basistka grupy Dr Blues & SOUL RE VISION, odpowiada

opublikowano w dziale Polska

Nie­długo po premierze pierw­szej płyty for­macji Dr Blues & SOUL RE VISION, albumu „In The Mid­night Hour…”, z basistką zespołu, Joanną Dud­kow­ską, poroz­mawialiśmy o miło­ści do basu, emocjach towarzyszących wyj­ściu na scenę i róż­nicach w pracy z żeń­skim i męskim składem:

Blues​.pl: Jak zaczęła się Twoja przy­goda z grupą Dr Blues & SOUL RE VISION?

Joanna Dud­kow­ska: Kon­cer­towałam z grupą Blues and Funky Fun w poznań­skim klubie Charyzma, gdzie co tydzień odbywały się kon­certy bluesowe. Przy­chodził tam rów­nież Krzysz­tof Rybar­czyk, czyli Dr Blues, któremu spodobała się moja gra i charyzma sceniczna. Gdy pojechałam na pierw­szą próbę, zobaczyłam jego zaan­gażowanie i spon­tanicz­ność. Stwier­dziłam, że chcę z nim współ­pracować. Poza tym w tym zespole widziałam ogromy poten­cjał i moż­liwość spo­tykania się z muzykami z naj­wyż­szej półki. Zespół działa dopiero rok, ale dzięki Krzysz­tofowi działamy bar­dzo inten­syw­nie, przy­gotowujemy zróż­nicowany reper­tuar zwykle sięgając po trochę już zapo­mniane wspaniałe utwory z czasów złotej ery soulu, wiele występujemy, wydaliśmy już pierw­szą naszą płytę. Zespół staje się coraz bar­dziej znany i lubiany w środowisku.

Blues​.pl: Sądząc po solów­kach w „When Love Comes To Town”, czy “In The Mid­night Hour” dobrze się bawisz grając rhythm’n’bluesa i soul. Co Ciebie pociąga w tej dość klasycz­nej już obec­nie muzyce?

JD: Ta stylistyka daje moż­liwość swobod­nego muzycz­nego wypowiedzenia się. Cieszę się, że oprócz tworzenia sek­cji ryt­micz­nej mam moż­liwość grania solówek, pokazania się też trochę z innej strony. A poza tym są to gatunki bar­dzo radosne, dające i muzykom i odbior­com wiele pozytyw­nych prze­żyć. Po każ­dym kon­cer­cie z Dr Blues & SOUL RE VISION czuję wiele pozytyw­nych emocji i mnóstwo ener­gii. Myślę, że jest to zasługa nie tylko słuchaczy i muzyków, ale także samej stylistyki.

Blues​.pl: W ciągu ostat­nich dwóch lat brałaś udział w nagraniu albumów z bluesem, muzyką soul i jazz-​rockiem. W Lej­dis bez Gen­tlemen grasz pop-​rockowe covery – to szeroki wachlarz muzycz­nych zain­teresowań. Które wcielenie naj­bar­dziej Tobie odpowiada?

JD: Dzięki moim róż­norod­nym zain­teresowaniom muzycz­nym mogę grać z wieloma muzykami różne gatunki muzyczne. Obec­nie gram w czterech zespołach. Z moją autor­ską grupą Nawiasemówiąc związana jestem od począt­ków moich zain­teresowań gitarą basową. Od ponad roku gram z Dr Blues & SOUL RE VISION oraz Jaromi zez Ekom czyli z Jarosławem „Jaromim” Drażew­skim. Od marca współ­pracuję z war­szaw­skim zespołem Lej­dis bez Gen­tlemen. Muzyka to moja pasja. Cieszę się, że mogę speł­niać swoje marzenia kon­cer­tując i współ­pracując z tak róż­nymi osobowo­ściami muzycz­nymi. Świet­nie odnaj­duję się w róż­nych stylach muzycz­nych i na pewno jest to bar­dzo roz­wijające. Jest jesz­cze mnóstwo rzeczy, które chciałabym grać i wiele osób z którymi chciałabym współ­pracować. Myślę, że zawsze będę poszukiwać. Bar­dzo ważne jest bycie wszech­stron­nym. To daje ogromne spek­trum roz­wijania umiejęt­no­ści. Jeżeli byłabym wierna jed­nej stylistyce czułabym się nie­speł­niona. Moje zespoły to akcep­tują. Uważam, że jest to indywidualny wybór każ­dego muzyka.

Blues​.pl: Lej­dis bez Gen­tlemen to skład cał­kowicie kobiecy. W Dr Blues & SOUL RE VISION grasz z samymi męż­czyznami – jakie są róż­nice, podobieństwa?

JD: Współ­praca z samymi kobietami to nowe doświad­czenie w moim życiu muzycz­nym. Jed­nak chciałabym pod­kreślić, że nie jesteśmy same, ponie­waż manager jest męż­czyzną. Na pewno współ­praca z kobietami jest bar­dziej emocjonalna, więcej czasu rów­nież zaj­muje nam przy­gotowanie się do kon­certu od strony wizual­nej. Jed­nak tak naprawdę o relacjach w zespole decyduje charak­ter człowieka, a nie płeć. Naj­waż­niej­szy jest wspólny cel i zaan­gażowanie człon­ków zespołu.

Blues​.pl: Skąd miłość akurat do basu? Co Ciebie fascynuje w tym instrumencie?

JD: Koń­czyłam właśnie szkołę muzyczną w klasie gitary klasycz­nej, kiedy kolega zaproponował mi wspólne granie. Na początku zastanawiałam się, czy wybrać gitarę elek­tryczną czy gitarę basową. W czasie kon­cer­tów wnikliwie obser­wowałam basistów i gitarzystów. Co ostatecz­nie zadecydowało o moim wyborze? Na pewno fakt, że w Kościanie w zespole Kabat grał charyzmatyczny i bar­dzo prze­bojowy basista Mar­cin Rusz­kiewicz, mój póź­niej­szy nauczyciel. Myślę, że to mnie zain­spirowało. Jego żywiołowość, ener­gia i oczywi­ście brzmienie. Grał wtedy na Spec­torze. Zaczęłam słuchać solowych płyt basistów. I już nie było odwrotu…

Blues​.pl: Jakich masz muzycz­nych idoli, kogo słuchasz, kogo cenisz?

JD: Jest wielu basistów, których uwiel­biam, ale naj­bliż­szy mojemu sercu jest Richard Bona. Miałam okazję słuchać go kilka razy na kon­cer­tach. Nie­samowity, magiczny basista, kom­pozytor i wokalista. Uwiel­biam rów­nież Car­lesa Benaventa, który jest związany między innymi z muzyką flamenco. O muzyce flamenco napisałam pracę magister­ską. Nie­dawno, na moje urodziny otrzymałam jego naj­now­szą płytę „Un, Dos, Tres…” Polecam! W Pol­sce także mamy nie­samowitych basistów. Moimi ulubionymi są między innymi Piotr Żaczek, czy Robert Kubiszyn.

Blues​.pl: Jakiej używasz gitary, wzmac­niacza? Czy interesują Cię kwestie tech­niczne, elek­troniczne związane z grą na instrumencie?

JD: Obec­nie gram na wzmac­niaczu Combo basowe Mark­bass MINI CMD . Lekki świet­nie brzmiący piecyk, który pozwala mi podróżować pociągiem. Posiadam rów­nież kolumnę EBS ProLine 410 i głowę SWR 350X. Gitarka to Spec­tor Rebop 5, posiadam rów­nież pięciostrunowego GMR prze­robionego na fretlessa. Na sprawach tech­nicz­nych nie­stety kom­plet­nie się nie znam.

Blues​.pl: Dr Blues & SOUL RE VISION działa dopiero rok, a grupa została już zauważona, zbiera bar­dzo pozytywne opinie. Które wydarzenia z życia zespołu naj­bar­dziej zapadły Tobie w pamięć, które momenty były dla Ciebie najważniejsze?

JD: Każdy kon­cert na swój spo­sób był magiczny i war­to­ściowy. Uwiel­biam grać kon­certy klubowe, lubię tę bliskość ze słuchaczami. Sys­tematyczne kon­certy w poznań­skich klubach: Lizard czy Crime Story mają bar­dzo rodzinną i pozytywną atmos­ferę. Natomiast duże festiwalowe występy dają zupeł­nie inną ener­gię. Myślę, że udział w głów­nym kon­cer­cie festiwalu Rawa Blues 2012 na scenie katowic­kiego Spodka był bar­dzo ważny dla całego zespołu. Emocje były ogromne i przy­znam, że pomimo mojego doświad­czenia scenicz­nego trochę się dener­wowałam. Widow­nia była prze­miła i reagująca w bar­dzo żywiołowy spo­sób. Wchodząc na scenę czuło się ducha bluesa, soulu, ducha żywej muzyki, nie­samowicie pozytywne wibracje.

Fot. www​.soul​revision​.pl

Opublikowano: 2013-01-13 19:34:49
Źródło: Blues.pl

Ostatnio opublikowane w dziale
© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design