In English

Wyjście z cienia: Incluz

28 maja 2015 r.

Najnowsze wiadomości RSS Twitter Facebook

Wyjście z cienia: Incluz

opublikowano w dziale Polska

Facebook, YouTube, inne por­tale spo­łecz­no­ściowe, własne strony www i blogi – liczba narzędzi promocyj­nych, które na początku swojej drogi ma do dys­pozycji młody bluesowy zespół jest dziś więk­sza niż kiedykol­wiek wcześniej. Żeby do tej listy dodać kolejne narzędzie, a słuchaczom ułatwić poznawanie nowych zespołów, inaugurujemy cykl „Blues​.pl – wyj­ście z cienia”. Redagowana przez Karola Dudę seria wywiadów ma zwrócić uwagę Czytel­ników Blues​.pl na to jak wielu ciekawych młodych twór­ców jest wokół nas, szczegól­nie teraz, u progu sezonu festiwalowego. Zapraszamy w regular­nej lek­tury. W tej odsłonie zespół Inc­luz z Bytomia.


Karol Duda: Witaj Arku, gratuluje wydania EPki. Po wcale nie­krót­kim czasie życia zespołu w końcu ukazały się wasze pierw­sze nagrania. W jaki spo­sób dokonali­ście selek­cji materiału? Ciężko było wybrać tylko cztery utwory z wcale nie­małego jak na tak młody zespół materiału?

Inc­luz: Materiał skoń­czyliśmy nagrywać na początku tego roku. Wybraliśmy utwory, które lubimy grać, które dobrze nam wychodzą i niosą za sobą fajny ładunek zarówno ener­getyczny, jak i treściowy.

KD: Zespół nazywa się Inc­luz. Powiedz, co znaczy ta nazwa?

Inc­luz: Często pada to pytanie, począt­kowo bywało dla nas kłopotliwe, bo Inc­luz był raczej dla nas po prostu taką nazwą własną. Ktoś kiedyś jed­nak ład­nie powiedział, że jesteśmy zaprzeczeniem czegoś eks­kluzyw­nego i przy­padło mi to do gustu. Inc­luz, można więc rozumieć jako coś dla każdego.

KD: Jeste­ście, ze śląska, więk­szość składu mieszka w Bytomiu. Co sądzisz jako miesz­kaniec regionu o „śląskim bluesie” ? Czujesz się czę­ścią młodej śląskiej sceny?

Inc­luz: W jakimś stop­niu na pewno jesteśmy jej czę­ścią, grywamy na śląskich i pol­skich scenach od paru lat. Ale chyba nie czujemy jakiejś szczegól­nej więzi ze śląską muzyką. Bar­dziej z tym regionem. Lubimy go i utoż­samiamy się z nim .

KD: Jak natknęli­ście się na bluesa?

Inc­luz: Ja na bluesa natknąłem się na dobrą sprawę w pierw­szej klasie liceum grając z kolegą z klasy na gitarach. To były moje początki i na nie byłem prze­konany, ale tej muzyki nie da się nie lubić. Ma w sobie coś wspaniałego – ener­gię i prostotę. Szybko zaczęła do mnie prze­mawiać i jest ze mną cały czas aż do teraz. Z kolei Adrian z Kubą nie byli tacy łatwi do prze­konania (śmiech). Musiałem ich trochę męczyć, aż w końcu też polubili tą muzykę. Każdy z nas prze­szedł okresy fascynacji róż­nymi gatun­kami muzyki. Bar­tek bluesa zaczął grać u nauczyciela, gdzie wspól­nie improwizowali do utworów Nalepy.

KD: Kiedy zaczęli­ście grać ze sobą ze sobą?

Inc­luz: Wła­ściwie to pierw­sze spo­tkania zespołu pod szyl­dem „Inc­luz” zaczęły się już w 2011 roku, z tym że z tego składu pozostałem tylko ja… Wła­ściwy skład spo­tkał się dopiero pod koniec w 2012 r. Dołączył do mnie Kuba Góras (per­kusja), Adrian Błasz­czyk (gitara) i Krzysiek Hnatiuk (na basie). Był to czas pierw­szych prób, kon­cer­tów, poznawania się nawzajem i nie raz nawet cięż­kich roz­mów. Aktual­nie na basie od zeszłego roku gra z nami Bar­tek Kowal­ski i skład w końcu się ustabilizował.

KD: Jakie są wasze inspiracje?

Inc­luz: Cięż­kie pytanie… Jest tego bar­dzo dużo. Przede wszyst­kim: John Mayer, Joe Bonamassa, Keb’ Mo’, Robert Cray, B.B. King, Buddy Guy, Ray Char­les, Eric Clap­ton. Dla mnie ogromną inspiracją pod względem tek­stów jest Piotr Bukar­tyk. Muzycz­nie są też rzeczy bar­dziej hard­coreowe jak np. Guth­rie Govan, Dave Weckl, Mar­cus Mil­ler, PiR2, Slash, Maanam i wiele innych. Inspiruje nas tak naprawdę każda muzyka, którą kiedyś słyszeliśmy, co też wpływa na naszą różnorodność.

KD: Jakie jest Twoje naj­lep­sze doświad­czenie pod­czas gry w zespole?

Inc­luz: Każdy kon­cert. Nie ma nic lep­szego dla muzyka niż pokazywanie swojej twór­czo­ści, prze­myśleń innym i wywoływanie u nich radości.

KD: Jaka była Twoja naj­trud­niej­sza chwila w zespole?

Inc­luz: Było parę trud­nych chwil, naj­cięż­szą chyba była decyzja o roz­staniu się z Krzysiem Hnatiukiem, który grał z nami szmat czasu i mamy z nim wiele miłych wspo­mnień. Udało nam się jed­nak znaleźć szybko dobrego następcę, który pozwolił utrzymać skład w cało­ści, a nawet poczynić spory krok naprzód.

KD: Jakiego sprzętu jakiego używacie?

Inc­luz: Dużo by pisać. Raczej znane firmy, gitary Fen­dera – Telecaster, Stratocaster, piece aktual­nie rów­nież Fen­dera – Blues Deluxe, Super­sonic. Efekty pod­łogowe to głów­nie popularne kostki Boss, Korg, Vox itp. Co do sprzętu sek­cji – per­kusja Mapex Meridian i customowy dobór blach, elemen­tów do niego, a basista używa gitary Gib­son SG i wzmac­niacza firmy Trace Elliot.

KD: Jakie są wasze dal­sze plany?

Inc­luz: Chcielibyśmy cały czas się roz­wijać, szlifować warsz­tat i w końcu trafić na swoje 5 minut. Jesteśmy młodzi, mamy nadzieję że zdolni (śmiech) i jesz­cze wciąż szukamy, bawimy się muzyką. Przede wszyst­kim nie skupiamy się wyłącz­nie na bluesie i staramy się momen­tami przy pomocy innej muzy pokazać coś nowego co być może pozwoli nam wypłynąć na szer­sze wody. Chcielibyśmy też znaleźć jakichś spon­sorów, producen­tów, kogoś kto pozwoli nam nagrać pierw­szą płytę długogrającą i da nam potrzebny kop­niak do przodu. Mamy nadzieję, że kiedyś będziemy mogli żyć z muzyki. Jak będzie? Zobaczymy.

KD: Jakie są wasze naj­bliż­sze plany koncertowe?

Inc­luz: Przede wszyst­kim chcemy dużo grać. Uzbieraliśmy nie­złą ilość róż­norod­nego materiału, która dobrze spraw­dza się na kon­cer­tach i nastawiliśmy się na granie klubowe w mniej­szych miej­scach. Mamy ich teraz parę w miesiącu, do tego dojdą jesz­cze jakieś plenery w naj­bliż­szym czasie no i tego chcielibyśmy się trzymać. Potem będziemy starać się pójść z tym gdzieś dalej, a na razie miło się gra i optymistycz­nym okiem patrzymy w przyszłość.

KD: Naj­bliż­sze koncerty?

Inc­luz: 23 maja, Chorzów, 7 Niebo; 31 maja, Chudów, zamek.

Skład zespołu: Arkadiusz Kuś – wokal, gitara; Adrian Błasz­czyk – gitara; Bar­tosz Kowal­ski – gitara basowa; Jakub Góras – perkusja.

Pod redak­cją Karola Dudy

Źródło: www.facebook.com/Incluz

„The Thrill Is Gone”

opublikowano w dziale Świat

Takiego Go pamiętamy…

Zmarł B.B. King

opublikowano w dziale Świat

To jeden z naj­smut­niej­szych dni w historii bluesa – jak podają amerykań­skie media inter­netowe powołując się na oświad­czenie adwokata B.B. Kinga (fot. archiwum The Chicago Tribune) Brenta Brysona, jakie prze­kazał agen­cji The Associated Press, Król Bluesa zmarł w nocy w czwar­tek 14 maja (amerykań­skiego czasu). Miał 89 lat. Już od jakiegoś czasu wiadomo było, że stan zdrowia muzyka się pogar­sza, ale wiadomość o śmierci zawsze jest strasz­nym zaskoczeniem. B.B. King był bodaj naj­popular­niej­szym wykonawcą bluesowym na świecie. Utwory z jego reper­tuaru, ze słyn­nym „The Thrill Is Gone” na czele stawały się prze­bojami, a zawierające je płyty sprzedawały się w milionowych nakładach. On sam miał na kon­cie 15 nagród Grammy i dziesiątki innych, prestiżowych wyróż­nień. Bluesowy świat stracił swoją ikonę.

Źródło: www.chicagotribune.com

Nie żyje Józef Hajdasz

opublikowano w dziale Polska

W wieku 74 lat odszedł Józef Haj­dasz — per­kusista i współ­twórca grupy „Breakout”, a wcześniej „Blac­kout”. Razem z Tade­uszem Nalepą, Mirą Kubasiń­ską, Krzysz­tofem Dłutow­skim oraz Januszem Zieliń­skim byli pierw­szymi człon­kami grupy „Breakout”, legendy pol­skiego bluesa. Grupa powstała w 1968 roku, a rok póź­niej wydała swój pierw­szy album, zatytułowany „Na drugim brzegu tęczy”. Mirę Kubasiń­ską pożegnaliśmy w 2005 roku, Tade­usza Nalepę — w roku 2007.

Józef Haj­dasz na początku lat 80. wyjechał do Stanów Zjed­noczonych. W 2014 roku Józef Haj­dasz, Winicjusz Chróst, Krzysz­tof Dłutow­ski, Kazimierz Pabiasz, Zbigniew Wypych, Tade­usz Trzciń­ski pod­jęli decyzję o reak­tywacji grupy „Breakout”. Z inicjatywą ponow­nego nagrywania i kon­cer­towania wyszedł śląski bluesman, Kazimierz Pabiasz. Grupa wznowiła działal­ność pod nazwą OldBreakout.

Źródło: http://bit.ly/1JMQipU

Earl Thomas śpiewa i uczy

opublikowano w dziale Polska

Znakomity wokalista poruszający się w soul-​bluesowej stylistyce i uznany autor piosenek, które śpiewali m.in. Etta James czy Solomon Burke – Earl Thomas (fot. strona domowa artysty) – roz­począł 1 maja pol­ską trasę kon­cer­tową. W ramach tourne, które zakoń­czy się 16 maja kon­cer­tem w Gorzowie Wiel­kopol­skim, artysta zagra w Toruniu, Łodzi, Czechowicach-​Dziedzicach, Chorzowie, Elblągu, Gdyni i Dobromierzu.

Co ciekawe, 4 maja w toruń­skim Pubie Pamela, muzyka będzie można nie tylko posłuchać, ale także bliżej poznać jego warsz­tat. W ramach warsz­tatów ze śpiewu i pisania piosenek, Earl Thomas podzieli się z uczest­nikami swoją wiedzą i doświad­czeniem. Thomas poprowadzi warsz­taty wspól­nie z Asią Czajkowską-​Zoń. Zajęcia odbędą się na dwie godziny przed kon­cer­tem, czyli o 17:00, a wstęp na nie, podob­nie jak na występ, jest bez­płatny. Zachętą do udziału w warsz­tatach niech będzie dostępny na youtube​.com frag­ment jed­nego z kon­cer­tów Earla Thomasa.

Źródło: www.pubpamela.pl

Lynyrd Skynyrd w Polsce

opublikowano w dziale Polska

Na tę wiadomość miłośnicy southern-​rocka czekali bar­dzo długo – Lynyrd Skynyrd wystąpi w Pol­sce! Jedna z naj­waż­niej­szych grup w amerykań­skiej muzyce, przez wielu określana słowem „legenda” pojawi się w naszym kraju na zaproszenie Agen­cji Tan­gerine i 3 maja zagra w War­szawie w Hali Tor­war. Przed gwiazdą wieczoru na scenie pojawi się Dżem.

Bilety dostępne są na tic​ket​pro​.pl. Zachętą do ich nabycia i przed­smakiem tego, co czeka fanów w maju niech będzie dostępny na YouTube oficjalny teledysk do utworu „Homegrown” z płyty „Last Of A Dyin’ Breed”, którą promować będą artyści.

Źródło: Agencja Tangerine

Duke Robillard na Warsaw Blues Night! Sprawdź kto wygrał zaproszenia na Blues.pl.

opublikowano w dziale Polska

„Jedna z naj­słyn­niej­szych bluesowych orkiestr świata, założona w 1967 roku przez Duke’a Robil­larda i pianistę Ala Copley’a to Room­ful Of Blues” – taka była poprawna odpowiedź w przy­gotowanym przez por­tal Blues​.pl i organizatorów War­saw Blues Night kon­kur­sie, w którym mogli­ście wygrać jedno podwójne zaproszenie na pol­ski kon­cert Duke’a Robil­larda, który 16 marca odbędzie się w war­szaw­skich Hybrydach. Będzie to pierw­szy po sied­miolet­niej prze­rwie występ artysty na War­saw Blues Night.

Wśród osób, które przy­słały do Redak­cji prawidłowe odpowiedzi, szczę­ście w losowaniu miała Marika z War­szawy, gratulujemy!

Źródło: Blues.pl i Warsaw Blues Night

Blues.pl poleca

Mystic Productions i bluesowe nowości

Jesz­cze kilka lat temu znalezienie zagranicz­nych bluesowych nowo­ści w pol­skich sklepach płytowych było spo­rym wyzwaniem. Dziś, zarówno naj­waż­niej­sze europej­skie i amerykań­skie oficyny, jak i mniej­sze, ciekawe wytwór­nie, cieszą się dobrą dys­trybucją i łatwym dostępem do pol­skich melomanów. Duża w tym zasługa wydaw­nictw pokroju Mystic Produc­tions, które dbają o to, aby bluesowe nowo­ści nie omijały Pol­ski. Także te „jesz­cze ciepłe”. Do tej kategorii należy wydany kilka dni temu przez holen­der­ską wytwór­nię Provogue album Beth Hart, „Bet­ter Than Home”. Opisując jej poprzed­nią płytę wspo­mniałem, że głos Beth Hart brzmiał tam dużo doj­rzalej niż wcześniej; produk­cja i realizacja nagrań były znakomite; a same utwory dobrze napisano i pierw­szorzęd­nie wykonano. To samo można powiedzieć o „Bet­ter Than Home”. Zresztą sama artystka mówi o tej płycie, że to jej naj­doj­rzal­sze muzyczne dziecko. Całość utrzymana jest głów­nie w roz­lanej, delikat­nej kon­wen­cji, ale wokalny pazur też tam można znaleźć, choć zdecydowanie rzadziej niż dotąd. Piękna płyta i bar­dzo ją polecam.

Coś w cał­kiem innej stylistyce i z cał­kiem innym zapleczem, to malutka, nie­zależna wytwór­nia Big Legal Mess i surowy bluesman w starym stylu – Leo Bud Welch z płytą „I Don’t Prefer No Blues”. Jeśli zawarty tam blues kojarzy się z grubo ciosanymi produk­cjami, jakie od połowy lat 90tych wychodziły z taśmy produk­cyj­nej wytworni Fat Possum Records, to słusz­nie. Big Legal Mess to bowiem wytwór­nia córka Fat Possum i tak jak w katalogu mamy, także w jej archiwach znaj­dziemy naj­praw­dziw­szego, naj­surow­szego bluesa jakiego tylko można sobie wyobrazić na początku XXI wieku. Rok temu, mając wtedy 81 lat, Leo Welch nagrał dla Big Legal Mess swoją debiutancką płytę, o mocno gospelowym charak­terze. Kolejna w dorobku miała już być bluesowa i tak rzeczywi­ście się stało. All­music Guide pisze, że „to połączenie chropowatego Delta Bluesa spod znaku R.L. Burnside’a z wczesnym chicagow­skim soun­dem Muddy Watersa”. Jak byśmy tego nie nazwali, usłyszeć takiego bluesa w roku 2015 to spore zaskoczenie.

Muzyczną ciekawostką, choć sto razy bar­dziej od Welcha nowoczesną, jest nowy album grupy har­monij­karza Johna Pop­pera, Blues Traveler – „Blow Up the Moon” wydany przez Loud & Proud Records, czyli Blues Traveler w wer­sji pop. Choć mieszanie bluesa z popem purystom nie zawsze jest smak, nie można zaprzeczyć, że takie eks­perymenty są ciekawe i na pewno znaj­dują swoją publicz­ność. Z takiego założenia wyszedł John Pop­per zapraszając do nagrania „Blow Up The Moon” cał­kiem pokaźną grupę gości. Nie­stety, może dlatego że to głęboko-​popowy światek te nazwiska mnie nie mówią nic, ale słucha się ich przyjem­nie – szczegól­nie wtedy, gdy mamy ochotę na trochę lek­kiej, radiowej roz­rywki w dobrym guście.

Znakomite nazwiska, i to bar­dzo dobrze znane każ­demu miłośnikowi bluesa, słychać na nowej płycie Rob­bena Forda – wydanej podob­nie jak krążek Bet Hart przez Provogue Records. Wśród gości Keb’ Mo, Robert Ran­dolph, War­ren Haynes czy Sonny Lan­dreth. Kiedy dodać to tego łatwość, z jaką w prze­strzeni między bluesem, jaz­zem a fun­kiem porusza się Ford, album „Into The Sun” staje się jedną z tych pozycji, których na pewno trzeba posłuchać. Jak dobrze, że podob­nie jak w przy­padku pozostałych, opisanych wyżej płyt, dzięki Mystic Produc­tions można to zrobić w swoim ulubionym płytowym sklepie nieopodal.

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records, Big Legal Mess, Loud & Proud Records
Posłuchaj: www.mystic.pl

Van Morrison
„Duets: Re-Working The Catalogue”

Legen­darny irlandzki bard, Van Mor­rison, nagrał do tej pory ponad 360 utworów zebranych na 34 albumach. Na tym naj­now­szym, trzydziestym piątym, zatytułowanym „Duets: Re-​Working The Catalogue”, znalazły się nowe inter­pretacje klasycz­nych piosenek wokalisty, nagrane na nowo, w towarzystwie takich gwiazd jak wspo­mniany Michael Bublé, Steve Win­wood, Bobby Womack, Mark Knop­fler, Natalie Cole czy córka artysty – Shana Mor­rison. „Duets: Re-​Working The Catalogue” ukazała się 24 marca, a wraz z nią nowe inter­pretacje utworów Vana Mor­risona. Nie są to jed­nak dobrze znane klasyki – artysta postanowił dać drugą szansę jed­nym ze swoich ulubionych kom­pozycji. Do współ­pracy przy płycie Mor­rison zaprosił artystów, których darzy szacun­kiem i którzy są dla niego inspiracją. Płyta nagrywana była przez cały ubiegły rok w rodzin­nym mie­ście artysty, Bel­fa­ście oraz w Lon­dynie. Oprócz samego piosen­karza produk­cją krążka zajęli się Don Was (znany ze współ­pracy np. z Joh­nem Mayerem czy Eltonem Joh­nem) i Bob Rock (producent m.in. Michaela Bublé czy zespołu Metal­lica). Całość brzmi świet­nie i naprawdę wpada w ucho, co potwier­dza każda z 16 piosenek. W sumie ponad 65 minut muzyki. Sporo tego. Sporo też nie­zwykle pozytyw­nych recen­zji tego krążka w Inter­necie – od bar­dzo emocjonal­nie nastawionych, a przez to naprawdę wymagających fanów Mor­risona wpisujących swoje krót­kie komen­tarze w ser­wisach sprzedażowych pokroju amerykań­skiego Amazona, po krytyków i bran­żowe media. The Daily Mail napisał o tym krążku tak: „Kiedy masz w swoim katalogu blisko 360 oryginal­nych piosenek, na pewno będą wśród nich jakieś ukryte skarby. I tak z pew­no­ścią jest w przy­padku tej płyty. To mistrzow­ska kom­pozycja dla ducha, która daje ponowne życie gar­ści piosenek, zaczynając od tych z lat 70-​tych. Ten album mógłby być nagrany 40 lat temu i brzmieć tak samo, jak brzmi teraz. Ale kiedy na jed­nej płycie spo­tyka się jeden z naj­lep­szych Cel­tyc­kich soulowych głosów z wokalistami kalibru Boby Womacka czy Mavis Staples, potrzeba używania studyj­nych sztuczek jest nie­wielka”. Mądre słowa. Dobrym ich potwier­dzeniem są na przy­kład duety nagrane z brytyj­skimi weteranami rhythm’n’bluesa, tak w końcu bliskiego Vanowi Mor­risonowi. W tej kategorii przy mikrofonie pojawiają się obok niego, Geo­r­gie Fame, Steve Win­wod i Chris Far­lowe. Bluesa reprezen­tuje tez Taj Mahal. Bar­dzo dobre granie. (pd)

Wydawca: Sony Music Poland
Posłuchaj: www.sonymusic.pl

Gov’t Mule i goście

War­ren Haynes i grupa Gov’t Mule, na czele której stoi, to dziś for­macja ciesząca się nie­mal kul­towym statusem. Każda ich kolejna płyta to muzyczne wydarzenie, zawsze ciekawe, a nie­rzadko zaskakujące, szczegól­nie gdy obok etatowych muzyków pojawiają się goście. Tak jest z albumami „Shout!”, który zbiera utwory Gov’t Mule wykonane z udziałem takich gwiazd jak Dr. John, Elvis Costello czy Dave Mat­thews i „Sco-​Mule”, który przynosi zapis nie­publikowanego nigdy wcześniej kon­certu z 1999 roku, w którym razem z Gov’t Mule wystąpił legen­darny jaz­zowy gitarzysta John Scofield.

Jak przy­stało na dziesiąty w dorobku album studyjny, i to taki, na który fani musieli czekać cztery lata, bo tyle minęło od wydania poprzed­niej studyj­nej płyty Gov’t Mule, „Shout!” przyniósł dużo dobrego. Dwa krążki, a na nich w sumie 22 utwory, choć powinno się raczej powiedzieć 11 utworów zagranych dwa razy. Na pierw­szej płycie śpiewa War­ren Haynes. Na drugiej słyszymy te same piosenki, ale zaśpiewane przez gości i jest to bar­dzo miłe muzyczne doświad­czenie. Warto pobawić się zresztą w dokładne szukanie róż­nic, bo ścieżka wokalu to nie jedyne, czym te wer­sję się róż­nią. Dobrym tego przy­kładem jest „Bring On The Music” zaśpiewany naj­pierw przez Ty’a Taylora, wokalistę grupy Vin­tage Trouble, a potem podany w jedenastominutowej wer­sji z piękną, nie­zwykle melodyjną i trwającą dobrą połowę utworu solówką gitary Haynesa, który także stoi przy mikrofonie. Majstersztyk.

Roz­budowane par­tie gitary to z kolei główny znak roz­poznaw­czy albumu „Sco-​Mule”. Tam obok jaz­zującego Gov’t Mule legenda jaz­zowej gitary, John Scofield. We wrześniu 1999 roku John Scofield i Gov’t Mule, jesz­cze z Allenem Woody’m na basie, roz­poczęli współ­pracę, która zaowocowała dwoma wyjąt­kowymi kon­cer­tami, jakie odbyły się w Geo­r­gii, a po których – poza wspo­mnieniami uczest­ników – nie pozostał żaden ślad, żaden bootleg czy amator­skie nagranie. I oto teraz, po 16 latach od tam­tych kon­cer­tów holen­der­ski Provogue wypu­ścił na rynek świet­nie brzmiący album zawierający ponad dwie i pół godziny tam­tego roz­im­prowizowanego materiału. Całość jest w cało­ści instrumen­talna i łączy jazz, rocka, soul, funk i pew­nie wszystko inne, czego tylko moglibyśmy się spo­dziewać po współ­pracy takich osobowo­ści. Dla osób, które cenią sobie jamową naturę Muła i wir­tuozerie Johna Scofielda, to jest pozycja, której trzeba posłuchać. Tym bar­dziej, że to nie koniec muzycz­nych ciekawostek, jakie Gov’t Mule przy­gotowało dla fanów…

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: www.mascotlabelgroup.com

Jimmy Barnes „Hindsight”

AC/​DC, INXS, Kylie Minogue czy Nick Cave to tylko nie­które ze znanych muzycz­nych nazw i nazwisk, które pochodzą z Australii – krainy wydawałoby się tak bar­dzo oddalonej od cen­trum muzycz­nego main­streamu. Do powyż­szej listy warto dodać jesz­cze jedno nazwisko, w Pol­sce prak­tycz­nie nie­znane, a w rodzin­nym kraju mające status praw­dziwej legendy rocka. To wokalista Jimmy Bar­nes. Pod koniec ubiegłego roku, nakładem holen­der­skiej wytwórni Provogue, ukazała się płyta „Hind­sight”, którą artysta uczcił 30. rocz­nicę roz­poczęcia kariery solowej. Na albumie towarzyszyli mu goście, m.in. Joe Bonamassa. Ci, którzy znają katalog płytowy Bonamassy słyszeli już tych gen­tlemanów razem w kom­pozycji „Too Much Ain’t Enough Of Love” – zawar­tej na płycie Joe, a zaśpiewanej – tak jak w oryginale – właśnie przez Bar­nesa. Tu Joe oddaje przy­sługę i to dwukrot­nie – naj­pierw w towarzystwie muzyków z legen­dar­nej for­macji Jour­ney, potem wokalistki Tiny Areny.

Na „Hind­sight” składa się czter­na­ście utworów, czyli ponad godzina muzyki, w której przed mikrofonem błysz­czy Jimmy Bar­nes, a towarzyszą mu bar­dzo ciekawi, szczegól­nie z naszej środ­kowoeuropej­skiej per­spek­tywy goście. Mnie jako miłośnika coun­try cieszy obec­ność Keitha Urban – i natural­nie wspo­mnianego już bluesowego Joe Bonamassy – ale są tu też grupy The Living End, Baby Animals, Diesel czy znany z bandu Bruce’a Spring­steena Steven Van Zandt. Sporo interesujących głosów i roc­kowych brzmień. Interesujące są też historia i losy nowego albumu, który w Australii roz­rósł się do aż trzech płyt CD – na pierw­szej są nowe nagrania, na dwóch pozostałych archiwalne hity, jak przy­stało na kom­pilację „The Best Of”. Nie­zależ­nie od tego, po który zestaw sięgniemy, czeka nas blues-​rockowa gratka z wybuchowym głosem na pierw­szym planie. Jak powiedzieliby w Australii, good on ya!

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: www.mascotlabelgroup.com

© Blues.pl 2000-2015 | Code & design PMK Design