In English
23.05
Magda Piskorczyk
Gdynia
Blues Club
25.05
Wielka Łódź
Smłodzinowy Las
Galeria Sen
07.06
Eric Clapton
Łódź
Atlas Arena
21.06
Magda Piskorczyk
Niemcy, Mittenwalde
Plener
22.06
Dr Blues & SOUL RE VISION
Ujście n. Notecią
Plener
Koncerty

Blues.pl na Facebooku — zostań fanem!

22 maja 2013 r.

Najnowsze wiadomości RSS Twitter Facebook

Pofestiwalowa rozmowa z formacją Dr Blues & SOUL RE VISION

opublikowano w dziale Polska

Nie­długo po występie for­macji Dr Blues & SOUL RE VISION na festiwalu Las, Woda & Blues, z liderem zespołu Krzysz­tofem Rybar­czykiem, poroz­mawialiśmy o miło­ści do soulu, fascynacji B.B. Kin­giem i zaletach grania w więk­szym składzie:

Blues​.pl: Dr Blues & SOUL RE VISION z sek­cją dętą wystąpił chyba pierw­szy raz przed tak dużą, festiwalową publicz­no­ścią właśnie na nie­dawno zakoń­czonym festiwalu Las, Woda & Blues 2013 w Radzyniu. Jakie emocje Wam towarzyszyły?

Dr Blues: Rzeczywi­ście, pomimo, że ostat­nio mieliśmy zaszczyt i przyjem­ność wystąpić na Gali Blues Top w Chorzowie, gdzie otrzymaliśmy tytuł Odkrycie Roku 2012, to kon­cert w Ośrodku Wratislavia prowadzonym przez Dorotę i Jacka Łapiń­skich był naszym pierw­szym rekonesan­sem w peł­nym dziewięcioosobowym składzie przed publicz­no­ścią typowo festiwalową. Przy­znam, że ciągle mamy tremę przed kon­cer­tami. Każdy nasz kon­cert to jest nowe wyzwanie. To jest ciągle świeży projekt. Na każ­dym kon­cer­cie więk­szość obec­nych na nim fanów bluesa widzi i słyszy nas po raz pierw­szy. To bar­dzo zobowiązuje. Nie możemy pozwolić sobie na odpusz­czenie, czy słab­szy dzień. Zresztą nigdy tak nie będzie. Każdy nasz kon­cert gramy, jakby był naj­waż­niej­szy w naszym życiu. Tylko taka postawa gwaran­tuje szczerość i uczciwość wobec słuchaczy. I tych wier­nych i tych nowych.

Blues​.pl: Wasz reper­tuar opiera się na klasyce soulowej lat sześć­dziesiątych. Jak fani bluesa odbierają tę muzykę? Prze­cież nie jest to stricte bluesowa stylistyka.

Dr Blues: Pozor­nie rzeczywi­ście nie jest i po drugiej stronie oceanu, gdy soul stawał się popularny, występowała pewna róż­nica spo­łeczna w odbiorze soulu i bluesa. Ale obec­nie, szczegól­nie po powstaniu pierw­szej czę­ści filmu Blues Brothers, te róż­nice się zatarły. Część fanów muzyki z tego filmu nawet nie zdaje sobie sprawy, że Bracia Blues wykonywali właśnie utwory stricte… soulowe. Soul muzycz­nie wywodzi się z rhythm’n’bluesa, zawiera bar­dzo wiele jego elemen­tów. Zresztą jest to bar­dzo bogaty gatunek muzyczny. Część kom­pozycji jest w zasadzie nieco roz­budowanymi for­mami bluesowymi, ale są i takie, które obec­nie zupeł­nie nie są kojarzone nawet z ich soulowym rodowodem. W naszym kraju soul, który my wykonujemy i blues grany przez inne zespoły, ma tych samych odbior­ców. Naszymi fanami są właśnie miłośnicy bluesa, zresztą oprócz kawał­ków soulowych gramy też czasami stan­dardy bluesowe. To są prze­cież moje muzyczne korzenie (śmiech).

Blues​.pl: Wpływ B.B.Kinga jest wyraź­nie słyszalny w brzmieniu grupy Dr Blues & SOUL RE VISION, no i trudno o inne skojarzenie, gdy trzymasz w ręku Lucille. Czy takie porów­nania trak­tujesz jako zarzut?

Dr Blues: Nawiązanie do stylistyki B.B.Kinga jest cał­kowicie świadome. I w sferze brzmienia grupy, szczegól­nie w peł­nym składzie z sek­cją dętą, i w melodyce, frazowaniu moich solówek. Uwiel­biam styl B.B.Kinga. Jest on dla mnie nie­do­ścignionym wzorem muzycz­nym. Grając w tej stylistyce oddaję hołd mojemu Mistrzowi. Mam ten kom­fort, że mogę robić, to co kocham. Każdy ma jakieś inspiracje, wzorce. Uwiel­biam czyste, śpiewne brzmienie gitary. Cyzelowanie pojedyn­czych nut. Staram się grać tak, jak­bym śpiewał. Moje solówki z reguły opieram na temacie danego utworu i staram się w każ­dym utworze stworzyć specjalny, własny jej klimat. Także zmienne, róż­norodne roz­wiązania har­moniczne utworów soulowych umoż­liwiają więk­szą swobodę w tym zakresie. Ale ciągle jest to bar­dzo bluesowo osadzone granie. Nie umiem grać niczego innego poza bluesem (śmiech).

Blues​.pl: Opowiedz trochę o kulisach festiwalu Las, Woda & Blues w Radzyniu?
Dr Blues: Przy­znam się, że przyjechałem tutaj po raz pierw­szy. To, co od razu mnie uderzyło, to nie­samowita, rodzinna atmos­fera. Pomysł, który miał Jacek Łapiń­ski, aby zor­ganizować festiwal na terenie ośrodka wypoczyn­kowego, gdzie można spać, wypoczywać, słuchać muzyki, jeść i… pić… był strzałem w dziesiątkę. Nie trzeba nigdzie się ruszać. Wszędzie, co chwilę spo­tyka się przyjaciół, co kawałek ktoś gra. Czuje się wspól­notę, nie ma podziału na muzyków, słuchaczy, organizatorów. Pomimo setek ludzi na nie­wiel­kim terenie, spo­rej ilo­ści wypitego alkoholu, nie zdarzył się tutaj żaden incydent, czy huligań­ski wybryk. Nie­samowitym prze­życiem są nocne jamy w Wigwamie. Jest tak, jak ktoś powiedział, kto raz tu przyjechał, będzie wracał co rok!

Blues​.pl: Zagrali­ście kil­kudziesięciominutowy kon­cert, słuchacze nie chcieli Was wypu­ścić ze sceny. Co jest tajem­nicą tego, że fani bluesa Was tak lubią?

Dr Blues: Hm… trudno oceniać siebie samego, własny zespół. Sądzę, że nie tylko sprawy ściśle muzyczne mają na to wpływ. Szacunek do tradycji muzyki, którą gramy. Z pew­no­ścią jesteśmy dość nie­typową grupą, widowiskową i lubimy bawić się wspól­nie z fanami na kon­cer­tach. Każdy nasz występ jest inny. Nie tylko ze względu na dość elastyczny skład, ale też pomysły, które rodzą się w czasie występu. Uwiel­biam bez­pośredni kon­takt ze słuchaczami. Nie można też pominąć faktu, że Asia przy­ciąga uwagę nie tylko swoją urodą, ale także swoją grą. Bawimy się muzyką, którą gramy. Sądzę, że przede wszyst­kim niczego i nikogo nie udajemy, ani na scenie, ani poza nią. Chęt­nie roz­mawiamy z każ­dym, kto z nami chce pogadać. Tacy po prostu jesteśmy.

Na festiwalu do wspól­nego wykonania kołyszącego Rock Me zaprosiliśmy Bartka Przy­tułę, który jest nie tylko wyśmienitym wokalistą, ale także znakomitym kom­panem; Marco Bar­toc­cioniego, znakomitego gitarzystę z Włoch o nieco roc­kowym zacięciu, z którym zaprzyjaź­niliśmy się już rok temu oraz Artura Koniecz­nego z nie­dalekiego Leszna, który swą grą przy­pomina Alberta Kinga. Lubię zapraszać róż­nych wykonaw­ców do wspól­nego grania. Takie spo­tkania są niezapomniane.

Fot. www​.soul​revision​.pl

Źródło: Blues.pl

Bluesowy Hugh Laurie już w sklepach

opublikowano w dziale Polska

13 maja na półki pol­skich sklepów muzycz­nych trafił nowy, drugi w dorobku bluesowy album popular­nego aktora Hugh Lauriego (fot. strona domowa artysty), czyli dok­tora House’a z bijącego rekordy popular­no­ści telewizyj­nego serialu. Na płycie „Didn’t It Rain”, której wydawcą jest firma War­ner Music Poland, Laurie odkrywa na nowo pionierów amerykań­skiego bluesa sięgając do twór­czo­ści takich postaci jak W.C. Handy, Jelly Roll Mor­ton czy Lit­tle Brother Mont­gomery. Wśród gości w studiu pojawił się między innymi laureat bluesowych Grammy, Taj Mahal. Produk­cję albumu „Didn’t It Rain” powierzono Joe Henry’emu, który odpowiadał wcześniej za brzmienie „Let Them Talk”. Kil­kana­ście piosenek nagrano w stycz­niu 2013 roku w Ocean Way Studio w Los Angeles. Blues​.pl jest jed­nym z patronów medial­nych wydawnictwa.

Źródło: www.warnermusic.pl

Blues Music Awards rozdane

opublikowano w dziale Świat

9 maja, po raz trzydziesty czwarty w historii, roz­dano naj­waż­niej­sze bluesowe nagrody muzyczne, Blues Music Awards. Wiel­kim zwycięzcą odbywającej się w Mem­phis gali, z trzema statuet­kami na kon­cie, jest Cur­tis Sal­gado – związany obec­nie z wytwór­nią Alligator soul-​bluesowy wokalista, którego pol­ska publicz­ność będzie mogła usłyszeć jesienią w ramach Jimiway Blues Festival. Nagrodą za „Naj­lep­szy bluesowy album roku” trafiła pośmiert­nie do Michaela Burksa. Pełną listę nominowanych i nagrodzonych artystów znaj­dziecie poniżej

  • „Naj­lep­szy akustyczny album roku”

Ann Rab­son & Bob Mar­golin – Not Alone
Billy Boy Arnold – Billy Boy Arnold Sings Big Bill Broonzy
John Primer – Blues On Solid Ground
Eric Bibb – Deeper In The Well
Paul Rishell – Tal­king Guitar

  • „Naj­lep­szy wykonawca bluesa akustycznego”

Eric Bibb
Carolina Chocolate Drops
Doug Mac­Leod
Har­rison Ken­nedy
Paul Rishell

  • „Naj­lep­szy bluesowy album roku”

Michael Burks – Show Of Strength
Heritage Blues Orchestra – And Still I Rise
The Man­nish Boys – Double Dynamite
Mud Mor­gan­field – Son Of The Seventh Son
Janiva Magness – Stron­ger For It

  • „Nagroda im. B.B. Kinga dla naj­lep­szego wykonawcy”

Cur­tis Sal­gado
Janiva Magness
Joe Louis Wal­ker
John Nemeth
Rick Estrin

  • „Zespół roku”

Tedeschi Trucks Band
Lil’ Ed & the Blues Imperials
Phan­tom Blues Band
Rick Estrin & the Night­cats
The Man­nish Boys

  • „Naj­lep­szy debiut”

Big LLou John­son – They Call Me Big Llou
Char­les „CD” Davis – 24 Hour Blues
Paula Har­ris – Tur­ning On The Naughty
Brad Hat­field – Uphill From Anywhere
Mary Brid­get Davies – Wanna Feel Somethin’

  • „Naj­lep­szy album bluesa współczesnego”

Michael Burks – Show Of Strength
Gary Clark, Jr. – Blak & Blu
John Nemeth – Blues Live
Ian Siegal & the Mis­sis­sippi Mud­bloods – Candy Store Kid
Joe Louis Wal­ker – Hel­l­fire
Janiva Magness – Stron­ger For It

  • „Naj­lep­sza wykonaw­czyni bluesa współczesnego”

Janiva Magness
Bet­tye LaVette
Shakura S’Aida
Shemekia Copeland
Susan Tedeschi

  • „Naj­lep­szy wykonawca bluesa współczesnego”

Tab Benoit
Gary Clark, Jr.
Joe Louis Wal­ker
Michael Burks
Robert Cray

  • „Naj­lep­sze DVD roku”

Muddy Waters & the Rol­ling Stones – Live At Chec­ker­board Lounge (Eagle Rock)
Lucky Peter­son – Lucky Peter­son Band feat. Tamara Peter­son: Live at the 55 Arts Club Ber­lin (Black­bird Music)
Various Artists – We Juke Up in Here! Mississippi’s Juke Joint Cul­ture at the Cros­sroads (Cat Head Delta Blues & Folk Art/​Broke & Hun­gry Records)
Elvin Bishop – That’s My Thing: Elvin Bishop Live in Con­cert (Delta Groove Music)
Joe Bonamassa – Beacon Theatre: Live from New York (J&R Adventures)

  • „Nagroda Gib­son Guitar”

Derek Trucks
Joe Bonamassa
Joe Louis Wal­ker
Kid Ander­sen
Michael Burks

  • „Naj­lep­szy historyczny album roku”

Various Artists – Plug It In! Turn It Up! Elec­tric Blues (Bear Family Records)
Lit­tle Wil­lie John – Com­plete Hit Sin­gles: A’s & B’s (Real Gone Records)
Magic Sam – Raw Blues: Magic Sam Live 1969 (Rock Beat Records)
Otis Spann – Someday (Silk City Records)
B.B. King – Ladies & Gen­tlemen, Mr. B.B. King (Univer­sal Music)

  • „Naj­lep­szy instrumen­talista – perkusja”

Cedric Burn­side
Cody Dic­kin­son
Jimi Bott
Kenny Smith
Tony Braunagel

  • „Naj­lep­szy instrumen­talista – gitara basowa”

Bob Stroger
Bill Stuve
Patrick Rynn
Richard Cousins
Scot Suther­land
Wil­lie J. Campbell

  • „Naj­lep­szy instrumen­talista – har­monijka ustna”

Rick Estrin
Billy Boy Arnold
Bob Cor­ritore
John Nemeth
Kim Wil­son
Mark Hum­mel

  • „Naj­lep­szy instrumen­talista – instrumenty dęte”

Eddie Shaw
Al Basile
Big James Mont­gomery
Kaz Kazanoff
Terry Hanck

  • „Nagroda im. Pinetopa Per­kinsa dla naj­lep­szego pianisty”

Vic­tor Wainw­right
Bar­rel­house Chuck
Chuck Leavell
David Maxwell
Deanna Bogart
Mike Fin­negan

  • „Nagroda im. Koko Taylor dla naj­lep­szej wykonaw­czyni bluesa tradycyjnego”

Ruthie Foster
Diunna Green­leaf
Jewel Brown
Maria Mul­daur
Tracy Nel­son

  • „Naj­lep­szy wykonawca bluesa tradycyjnego”

Magic Slim
Bob Mar­golin
John Primer
Lil’ Ed
Mud Mor­gan­field

  • „Naj­lep­szy album bluesa tradycyjnego”

The Man­nish Boys – Double Dynamite
Heritage Blues Orchestra – And Still I Rise
Mil­ton Hop­kins w/​Jewel Brown – Mil­ton Hop­kins with Jewel Brown
Mud Mor­gan­field – Son Of The Seventh Son
Eddie C. Camp­bell – Spider Eating Preacher

  • „Blues-​rockowy album roku”

Tedeschi Trucks Band – Everybody’s Tal­kin’
Wal­ter Trout – Blues for the Modern Daze
Joe Bonamassa – Driving Towards the Daylight
Nick Moss – Here I Am
Royal Southern Brother­hood – Royal Southern Brotherhood

  • „Piosenka roku”

„I Won’t Cry” – Janiva Magness & Dave Dar­ling
„Lemon Pie” – John Hahn & Oliver Wood
„She Didn’t Cut Me Loose” – Cur­tis Sal­gado, Mar­lon McC­lain & Dave Dun­can
„The Devil Ain’t Got No Music” – Mat­thew Skol­ler
„Too Much Jesus (Not Enough Whiskey) ” – Sam McC­lain & Pat Herlehy

  • „Soul-​bluesowy album roku”

Cur­tis Sal­gado – Soul Shot
Dorothy Moore – Blues Heart
John Nemeth – Soul Live
Johnny Rawls – Soul Survivor
Mighty Sam McC­lain – Too Much Jesus (Not Enough Whiskey)

  • „Naj­lep­sza soul-​bluesowa wykonawczyni”

Irma Thomas
Bar­bara Carr
Denise LaSalle
Dorothy Moore
Sista Monica

  • „Naj­lep­szy soul-​bluesowy wykonawca”

Cur­tis Sal­gado
Bobby Rush
John Nemeth
Johnny Rawls
Mighty Sam McClain

Źródło: www.blues.about.com

„Piano Impressions” Macieja Markiewicza

opublikowano w dziale Polska

10 maja wchodzi na rynek nowa płyta Macieja Mar­kiewicza (fot. strona domowa artysty), album „Piano Impres­sions – Brid­ging Clas­sical Music, Blues and Boogie-​Woogie” wydany pod kierow­nic­twem artystycz­nym muzykologa i naj­sław­niej­szego chopinisty Jana Popisa. Album zawiera utwory z klasyki muzyki poważ­nej i roz­ryw­kowej, we własnej inter­pretacji pianisty. W swoich wykonaniach Mar­kiewicz stosuje nie­spodziewane połączenia wir­tuozerii dzieł Chopina, Bacha czy Mozarta z muzyką znakomitych twór­ców bluesa i boogie-​woogie, aran­żując inspirujące prze­nikanie się oraz pomost pomiędzy róż­nymi stylami oraz rodzajami muzyki. Naj­bliż­sze kon­certy promujące album odbędą się w Poznaniu 7 czerwca w Cen­trum Sztuki i Biz­nesu, w nowej czę­ści Starego Browaru oraz 23 czerwca na Starym Rynku, na scenie głów­nej Jar­marku Świętojań­skiego. Jed­nym z patronów medial­nych wydaw­nic­twa jest Blues​.pl.

Źródło: www.maciejmarkiewicz.pl

Hugh Laurie w wywiadzie on-line

opublikowano w dziale Polska

Premiera drugiego bluesowego albumu popular­nego aktora Hugh Lauriego (fot. strona domowa artysty), czyli lubianego przez pol­skich telewidzów serialowego dok­tora House’a, odbędzie się już w naj­bliż­szy poniedziałek, 13 maja. Jak czytamy na stronie wydawcy „Didn’t It Rain”, firmy War­ner Music Poland, „na drugim krążku słynny Anglik wybrał się w podróż ku sercu Ameryki, gdzie odkrywa na nowo pionierów amerykań­skiego bluesa. Sięga do takich twór­ców jak W.C. Handy, Jelly Roll Mor­ton czy Lit­tle Brother Mont­gomery. Nie zapomina jed­nak rów­nież o bar­dziej współ­czesnych artystach. Jak choćby wspo­mniany Dr. John czy znany z The Animals Alan Price. Lauriego wspiera wokal­nie między innymi legenda bluesa, laureat Grammy, Taj Mahal”. Blues​.pl jest jed­nym z patronów medial­nych wydawnictwa.

W oczekiwaniu na premierę zapraszamy do obej­rzenia dostęp­nego on-​line zapisu roz­mowy, prezen­towanej wcześniej na antenie TVP2, jaką w z Lauriem prze­prowadził w Los Angeles Tomasz Kam­mel. Tematem wywiadu była oczywi­ście nowa płyta.

Źródło: www.warnermusic.pl

Pamela znowu świętuje

opublikowano w dziale Polska

W poniedziałek 6 maja odbędzie się w Toruniu kolejny z serii urodzinowych kon­cer­tów związanych z pięt­nastoleciem Hard Rock Pubu Pamela. Tym razem na scenie pubu pojawi się gitarzystka Jen­nifer Bat­ten (fot. strona domowa artystki), znana między innymi z wielolet­niej współ­pracy z Michaelem Jack­sonem. Obok Bat­ten, ze swoim zespołem Shrimp City Slim Band, wystąpi amerykań­ska wokalistka Wanda John­son. Zgod­nie z zamysłem kon­cer­tów organizowanych w for­mule mini-​festiwali, jubile­uszowe wieczory w Pameli są rów­nież szansą dla młodych toruń­skich wykonaw­ców na pokazanie się u boku zagranicz­nych wykonaw­ców – tym razem w Pameli wystąpi wokalistka Asia Czaj­kow­ska z kom­pozytorem i gitarzystą Sław­kiem Załeńskim.

Źródło: www.pubpamela.pl

Trzeci teledysk Maćka Żuka

opublikowano w dziale Polska

Na YouTube pojawił się trzeci po wideoklipach do utworów „First Time Around” i „Elevator” teledysk gitarzysty, wokalisty i autora piosenek Maćka Żuka (fot. strona domowa artysty). Sin­giel nosi tytuł „Optimistic Avenue”, a za jego produk­cję i formę odpowiada sam artysta. Klip promuje wydany przez Sofresh Label album „Have You Ever”, na który składa się czter­na­ście akustycz­nych utworów – jak mówi artysta – „dotyczących szeroko pojętych roz­mów o życiu z przyjacielem (…). Jeśli chcesz poznać tę historię, jeśli nur­tują cię podobne problemy i chcesz posłuchać w jaki spo­sób drążą one kogoś innego – kupuj w ciemno”. Blues​.pl jest jed­nym z patronów medial­nych wydawnictwa.

Źródło: www.facebook.com/maciekzukmusic

Blues.pl poleca

Trzy role Joe Bonamassy

Nie­zwykle popularny w Pol­sce Joe Bonamassa to gitarzysta znakomity tech­nicz­nie i bar­dzo kreatywny, co potwier­dzają trzy albumy z jego udziałem, które w ostat­nim czasie trafiły na sklepowe półki. Żeby było ciekawiej na każ­dym z nich Bonamassa prezen­tuje się w nieco innej roli – lidera własnego zespołu, muzyka sesyj­nego i gościa na cudzym albumie.

Akustyczna gitara i wiedeń­skie smyczki – taki epicki frag­men­cik otwiera ostatni, kon­cer­towy long­play gitarzysty, „An Acoustic Evening at The Vienna Opera House”, wydany – tak jak jego poprzed­nie płyty – przez holen­der­ską wytwór­nię Provogue. W ramach kon­certu odbywającego się w siedzibie wiedeń­skich fil­har­moników Joe Bonamassa pokazał swoją drugą, akustyczną twarz. Na taki album fani długo czekali i chyba się nie zawiedli. Na scenie, obok lasu prze­pięk­nych gitar, towarzyszyło Bonamas­sie czterech znakomitych muzyków, z których każdy jest mistrzem w swoim fachu. Gerry O’Connor – specjalista od irlandz­kiej tradycji muzycz­nej, grający na skrzyp­cach i banjo; szwedzki mul­tiin­strumen­talista Mats Wester obsługujący instrument o mocno etnicz­nym charak­terze; klawiszowiec, grający tak samo dobrze na pianinie, co na akor­deonie – Arlan Schier­baum; i fenomenalny per­kusjonista Lenny Castro znany chociażby ze wspól­nych kon­cer­tów z zespołem Toto i set­kami innych, topowych wykonaw­ców. Może także ze względu na towarzystwo Joe Bonamassa dał tu z siebie jesz­cze więcej niż zwykle – mimo, iż wcale nie gra ani ciężej, ani głośniej.

Album „An Acoustic Evening at The Vienna Opera House” wydano zarówno w for­mie audio, jak i DVD. Tej ostat­niej wer­sji należą się zresztą szczególne słowa uznania i mówię to jako osoba, która zwykle nie prze­pada za oglądaniem kon­cer­tów na DVD. Ten jest po prostu śliczny, nie­samowicie miły dla oka. Historyczne wnętrze pew­nie zrobiło swoje, ale naj­więk­sze wrażenie powoduje praca kamer, mon­taż i w ogóle bar­dzo fil­mowa plastyka obrazu. Naprawdę warto popatrzeć.

Rów­nie dobrze, co w roli lidera, spraw­dza się Joe Bonamassa jako członek zespołu, dokładając swoją instrumen­talną cegiełkę do brzmienia cało­ści. Udowod­nił to na roc­kowych płytach Black Coun­try Com­munion i to samo, choć w innej stylistyce, pokazał na albumie for­macji Rock Candy Funk Party – „We Want O Groove”. Jazz, funk i rock, a wszystko to pod szyl­dem for­macji, którą tworzą gitarzy­ści Joe Bonamassa i Ron DeJesus z grupy Planet Funk, na bęb­nach Tal Berg­man współ­pracujący np. z Billy’m Idolem czy Rodem Stewar­tem, basista Mike Mer­ritt i klawiszowiec Prince’a, Renato Neto. Dla miłośników takich jazz-​funkowych improwizacji płyta jest idealna, choć na pewno inna od tego, do czego przy­zwyczaił fanów Bonamassa-​frontman.

Także jako gitarzysta, choć tylko w jed­nym utworze, pojawił się Bonamassa na ostat­niej solowej płycie Beth Hart. Krążek nazywa się „Bang Bang Boom Boom”, a zaczyna pięk­nym, powol­nym „Bad­dest Blues”. Ten udział Joe w nagraniu nowej płyty Beth Hart to oczywi­ście określenie trochę na wyrost, ale można go trak­tować jako zapowiedź drugiej wspól­nej płyty Joe i Beth, której data premiery wypadła20 maja. A co na słuchaczy czeka tutaj? Głos, który dla piszącego te słowa brzmi tu dużo doj­rzalej niż wcześniej; świetna produk­cja i realizacja nagrań; no i same utwory, które bar­dzo dobrze napisano i pierw­szorzęd­nie wykonano. Czasem, tak jak w utworach „Bang Bang Boom Boom” czy mogącym się kojarzyć z muzyką Adele „Thru The Win­dow Of My Mind”, z wszel­kimi znamionami prze­boju. Gdyby tego było mało „Bang Bang Boom Boom” zasługuje na zakup i szczególne miej­sce na półce dla genial­nego, peł­nego nie­po­koju powol­nego bluesa „Caught Out In The Rain” – to takie granie wywołujące ciarki na plecach. Także u fanów Joe Bonamassy.

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście

Krzakowi wyrosły stalowe kolce!

Fani bluesa są przy­zwyczajeni do tego, że muzycy rączą nas róż­nymi, ale jed­nak „bez­piecz­nymi” stylistycz­nymi mariażami. Nikogo nie dziwi zagranie na początku kon­certu pod­kręcającego atmos­ferę fun­kującego bluesa. Następ­nie rock-​blues, by ją pod­trzymać, czy jaz­zowa improwizacja, by pokazać kunszt muzyków. Można powiedzieć… pakiet stan­dar­dowy. Każdy bywalec kon­cer­tów bluesowych zna te patenty i każdy je lubi. Od jakiegoś czasu liczyłem po cichu, że ktoś pój­dzie dalej. Pewną nadzieję dali mi Jason Ricci i nie­żyjący już Nick Cur­ran, jed­nak nie była to według mnie wystar­czająco stanow­cza stylistyczna mieszanka. Dla kogoś kto uwiel­bia bluesa, ale jego pierw­szymi prze­słuchanymi płytami były „Num­ber Of The Beast” Iron Maiden oraz „Never Mind The Bol­locks” Sex Pistol­sów, nowe wydaw­nic­two Krzaka jest solid­nym mostem łączącym ostre, cięż­kie brzmienie i ukochane przez nas „blue notes”.

Płyta jest prze­myślana, długo planowana i powalająca. Okładka powoduje radość. Znane wszyst­kim logo Krzaka plus napis „experience” podany „metalową” czcionką. Już sama jakość produk­cji wywołuje uśmiech na twarzy. Bębny brzmią tak, że mogą służyć jako narzędzie zemsty na śpiącym współ­lokatorze, bas może kruszyć ściany, a gitara brzmi mocno i z pazurem. Do tego brzmienie głów­nych bohaterów krążka… Jak je mam opisać? Prze­peł­niony groźbą sound skrzypiec Jana Błędow­skiego, kojarzący się z kształ­tem na skraju pola widzenia gdzieś w ciem­nej uliczce. Z drugiej strony krysz­tałowe, jasne brzmienie Leszka Win­dera, będące prze­ciw­wagą dla mrocz­nych klimatów, które tworzą metalowa sek­cja ryt­miczna i maestro Błędowski.

Na całość płyty składają się przede wszyst­kim znane fanom stan­dardy zespołu, takie jak „Kat­towitz”, „Czakuś” czy „Ściepka”. Nie będę się roz­wodził nad zmianami aran­żacyj­nymi i róż­nicami między tymi wer­sjami, a oryginałami. Kawałek tytułowy peł­niący funk­cję intro doskonale spraw­dza się w swojej roli. Przy­gotowuje słuchacza na nie­samowitą, nie­po­dobną do innych podróż po nowych fascynacjach szanow­nej grupy z Katowic. Jest mocno, ciężko, a przy tym nie­samowicie płyn­nie. Tutaj muszę wtrącić, że bar­dzo mnie ciekawiło jak zostanie roz­wiązana kwestia brzmienia skrzypiec. Byłem cał­kowicie pewny, że Jan Błędow­ski nie zniży się do zerżnięcia paten­tów sław­nego Michała Jelonka – skrzypka poruszającego się w stylistyce muzyki metalowej. Mistrz wyszedł z wyzwania obronną ręką. Instrument brzmi w spo­sób jedyny w swoim rodzaju, a przy tym słychać czyje wyćwiczone dłonie nim operują! Z kolei czyste brzmienie gitary pana Win­dera jest jasnym kon­trastem w stosunku do mrocz­nego brzmienia reszty składu. Zresztą sam wir­tuoz powiedział, że sprzętu na potrzeby albumu zmieniać nie zamierza. Muzyk z charakterem.

Na płycie wyróż­niają się, a jakże, utwory nowe. „Existence In Possesion”, wręcz prog-​metalowy utwór ze zmianami tempa oraz nastroju, jest faj­nym momen­tem na płycie. Zaraz po nim słyszymy kolejną kom­pozycję zespołu Sep­sis (gitarzysta Dominik Dur­lik, Piotr Wierzba – gitarzysta basowy i Rafał Cioroń – per­kusista – dopeł­nili składu występującego na płycie) pod tytułem „Rum­ble Tum­ble”. Wolna, nastrojowa muzyka pod­kreślana miarowym cięż­kim beatem per­kusji i opowie­ścią snutą przez skrzypce. Trzeba posłuchać samemu. I po ciemku. Można dostać zawału gdy… kot wskoczy nam na kolana!

Dodam tutaj, że na płycie znaleźli się goście. Darek „Popcorn” Popo­wicz znany z naj­lep­szego w mojej opinii pol­skiego zespołu metalowego – Acid Drin­kers, a także Igor „Izzy” Gwadera – złote dziecko z zespołu Anti Tunk Nun.

Na zakoń­czenie tej recen­zji koniecz­nie muszę pod­kreślić jedną rzecz. Nie jest to płyta metalowa. Jako osoba słuchająca tego gatunku muszę powiedzieć, że ten album zbliżył nas do czegoś, co można nazwać „blues-​metalem” lub „metal-​bluesem”. Może jestem patetyczny, być może album zbyt mi się spodobał lub można mi zarzucić, że zbyt lubię tą kapelę. Ale mam prze­czucie, że jesteśmy świad­kami powstawania nowej jako­ści, nowej formy eks­presji, którą – mam wielką nadzieję – podążą nie tylko panowie z Krzaka na swoim nowym albumie lecz rów­nież i rzesza młodych ludzi z werwą, głowami peł­nymi pomysłów i ser­cami spragnionymi rewolucji muzycznej.

Karol Duda

Wydawca: Metal Mind Productions
Posłuchaj: www.metalmind.com.pl

Big Daddy Wilson „I’m Your Man”

Wielki męż­czyzna o głębokim głosie i rów­nie głebokim sercu – takie skojarzenie przy­chodzi na myśl od razu po wciśnięciu guzika „play” w odtwarzaczu, w którym znaj­duje się nowa płyta wokalisty Big Daddy Wil­sona, czyli wydany przez fran­cuską wytwór­nię Dixiefrog album „I’m Your Man”. Big Daddy Wil­son przy­zwyczaił już słuchaczy do smakowitych kąsków. Nie ina­czej jest tym razem. Krążek zawiera tuzin kom­pozycji zgrab­nie prze­platających wszystko to, co ciekawe i godne uwagi w amerykań­skiej muzyce roots: różne odcienie bluesa, w tym brzmienia Delty czy Pied­montu; delikatny, motow­nowy soul; szczyptę gospel i coun­try. Kom­pozycje są bar­dzo dobrze prze­myślane, każda z osobna i wszyst­kie razem, jako spójny album. Całość otwiera „Travel­lin’ Blues” z dźwiękami prze­sterowanej gitary slide płaczącej unisono z głosem wokalisty. Tekst utworu pokazuje, że życie – szczegól­nie życie muzyka – to wielka tułaczka, zarówno w sen­sie geo­graficz­nym, jak i metafizycz­nym, jako podróż, u kresu której każdy chce znaleźć swój cel. Piosenki na krążku mają nie tylko dobrze brzmieć, ale też nieść jakieś prze­słanie i sens. Nie­wąt­pliwie udaje się to drugiemu numerowi, mojemu faworytowi, „Hold The Lad­der”, który dla Big Daddy’ego napisał sam Eric Bibb. Delikat­nie soulowa, bująjąca piosenka, ze smakowitymi wstaw­kami gitarowymi i lirycz­nym wokalem naprawdę wprowadza w dobry nastrój. Do tego uświadamia, że każdy potrzebuje kogoś, kto „przy­trzyma jego drabinę”, gdy ten będzie sięgał po to, co dla niego w życiu naj­waż­niej­sze. War­stwa tek­stowa trzyma poziom na całym albumie i mimo, że dotyczy zazwyczaj tego, co już na wielu płytach było poruszane – miło­ści, zmysłowo­ści, oddania, poszukiwania sensu w życiu czy też cier­pienia pochodzącego z róż­nych źródeł – nie są to banalne tek­ściki. Nie­które piosenki poruszają także mniej spo­tykane tematy, jak kom­pozycja o huraganowym wietrze lub piosenka o prze­miłym szczeniaku i sztucz­kach, których się nauczył. Słowa śpiewane przez Big Daddy Wil­sona doskonale uzupeł­niane są dźwiękami wyczarowywanymi przez towarzyszących mu muzyków. Towarzyszący zespół wraz z zaproszonymi gośćmi, w tym wspo­mnianym Ericem Bib­bem, potrafią sprawić, że słuchacz zatopi się w tym, co płynie z głośników. Może i solowe popisy instrumen­talistów nie są szczegól­nie często obecne na krążku, ale działają jak smaczki ubar­wiające całość. Sam zespół działa jak dobrze naoliwiona machina, spraw­nie operując ryt­mem, dynamiką i barwą. Muzycy, niczym naj­lep­sza soulowa orkiestra z daw­nych lat, nie odciągają uwagi słuchacza od wokalisty będącego głów­nym bohaterem przed­stawienia, a jedynie ubar­wiają i pod­kreślają to, co ten ma do powiedzenia. A Big Daddy w tej roli spisuje się znakomicie. Ciemny, głęboki i mocny głos potrafi być jed­nocześnie liryczny i aksamitny, by kiedy trzeba zyskać na sile, potęgując wzrost napięcia w odpowied­nim frag­men­cie piosenki. Muzycy zgrab­nie operują emocjami i nastrojami tworząc praw­dziwy spek­takl zmysłowo­ści, rado­ści, smutku, zadumy, cier­pienia i szczę­ścia. Towarzyszące wokali­ście śpiewy w har­moniach i kon­figuracji call & response dodat­kowo budują poczucie wzniosło­ści. Wokal Big Daddy’ego, skrzypce, dęciaki, gitary, pianino czy per­kusja wystukująca naj­roz­mait­sze rytmy potrafią wyczarować każdy klimat – to właśnie jest jeden z naj­więk­szych atutów tej płyty. Umiejęt­nie dobrane kon­trasty, zmienne instrumen­tarium i róż­norodne aran­żacje. Całość została elegancko wydana i uzupeł­niona książeczką zawierającą tek­sty poszczegól­nych piosenek. Więcej nie ma co pisać, żeby nie psuć przyjem­no­ści odkrywania tej płyty. Bo naprawdę warto to zrobić.

Maciej Draheim

Wydawca: Dixiefrog
Posłuchaj: www.bluesweb.com

Nowinki z Delta Groove

W 2004 roku Randy Chort­koff – producent muzyczny ze znajomo­ściami w Hol­lywood, organizator kon­cer­tów i har­monij­karz – powołał do życia nową wytwór­nię, Delta Groove Produc­tions, której celem było prezen­towanie naj­ciekaw­szych wykonaw­ców na kalifor­nij­skiej bluesowej scenie. Na prze­strzeni ostat­nich lat w katalogu wytwórni znaleźli się tak cenieni twórcy jak The Man­nish Boys, Arthur Adams, Rod Piazza czy tek­sań­ski duet Smokin’ Joe Kubek & Bnois King.

Ci ostatni zadebiutowali nie­dawno w stajni Delta Groove nową, pierw­szą w ich dorobku akustyczną płytą „Close To The Bone – Unplug­ged”. Jaz­zowo brzmiący wokal Bnoisa Kinga i dwie elek­tryczne gitary – ryt­miczna należąca do wokalisty, i prowadząca, utrzymana w naj­lep­szej tradycji tek­sań­skiego blues-​rocka, na której gra Smokin’ Joe Kubek. Te elementy stanowiły od lat pod­stawę brzmienia duetu. Na nowym albumie, bar­dziej niż kiedykol­wiek wcześniej doszły do głosu piosenki, z których akustyczne instrumenty wydobyły smaczki, jakie do tej pory trochę gubiły się w hałasie wzmac­niaczy. Zdecydowanie warto posłuchać i skon­fron­tować nowy sound, z tym co pamiętamy z pol­skich kon­cer­tów tych dwóch gentlemanów.

Interesujący jest album cał­kiem nowej for­macji, która zadebiutowała kon­trak­tem z Delta Groove Produc­tions – The Blues Broads. Jej trzon tworzą cztery śpiewające panie – Tracy Nel­son, Dorothy Mor­rison, Annie Samp­son i Angela Strehli. Jeśli dodać do tego grającą na klawiszach i sak­sofonie Deanna’e Bogart, panowie są w tej grupie w zdecydowanej mniej­szo­ści. A co to za granie? Trochę w tym tek­sań­skiego bluesa, trochę soulu i muzyki gospel. Przyjemna mieszanka w kon­cer­towym wydaniu. W sam raz dla słuchaczy ceniących sobie dam­skie spoj­rzenie na bluesa, ale także spoj­rzenie na Panie, które tego bluesa wykonują, bo na album składa się zarówno krążek audio, jak i DVD z zapisem kon­certu. To zresztą, jeśli nie myli mnie pamięć, pierw­sze DVD w historii wytwórni, więc także z tej racji zasługuje na uwagę.

Takich płyt, na których w róż­nych kon­figuracjach pojawiają się nazwiska znane z udanych karier solowych jest w katalogu Delta Groove więcej. Naj­śwież­szą fir­mują gitarzysta Andy Talaman­tez – gitarzysta, który zbierał muzyczne szlify u boku Smokey’a Wil­sona i Guitar Shorty’ego; i wokalista James „Nick” Nixon, który za działal­ność edukacyjną otrzymał nagrodę „Keeping the Blues Alive”. Ich nowy long­play, pod mocno nie­dwuznacz­nym tytułem „Drink Drank Drunk”, wyprodukował słynny Anson Fun­der­burgh – lider znakomitego bandu The Roc­kets jaki przez lata towarzyszył har­monij­karzowi Samowi Myer­sowi. On też pojawia się tu gościn­nie w roli gitarzysty, a ta rola pasuje mu ideal­nie, bo muzyka na płycie to podob­nie jak w przy­padku duetu Smokin’ Joe Kubek i Bnois King tek­sań­ski blues z naj­wyż­szej półki.

Odrobinę tek­sań­skiego bluesa, wraz z posmakiem Chicago, brzmienia West Coast i głębokiej Delty można znaleźć na płycie, jaką dla Delta Groove nagrał młody – szczegól­nie jeśli porów­nywać jego zawodowy staż ze stażem star­szych kolegów – gitarzysta Kevin Selfe. Jego debiut w wytwórni Randy’ego Chort­koffa, „Long Walk Home”, to płyta, która ma szansę wpu­ścić promocyjny wiatr w żagle muzyka, bo o ile dwa poprzed­nie, wydane własnym sump­tem krążki były bar­dzo dobre, dopiero za tym stoi siła prze­bicia, jaką daje duża wytwór­nia. A tego Delta Groove Produc­tions nie spo­sób odmówić.

Prze­mek Draheim

Wydawca: Delta Groove Productions
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście

© Blues.pl 2000-2013 | Code & design PMK Design