In English

Blues.pl na Facebooku — zostań fanem!

28 marca 2015 r.

Najnowsze wiadomości RSS Twitter Facebook

Lynyrd Skynyrd w Polsce

opublikowano w dziale Polska

Na tę wiadomość miłośnicy southern-​rocka czekali bar­dzo długo – Lynyrd Skynyrd wystąpi w Pol­sce! Jedna z naj­waż­niej­szych grup w amerykań­skiej muzyce, przez wielu określana słowem „legenda” pojawi się w naszym kraju na zaproszenie Agen­cji Tan­gerine i 3 maja zagra w War­szawie w Hali Tor­war. Przed gwiazdą wieczoru na scenie pojawi się Dżem.

Bilety dostępne są na tic​ket​pro​.pl. Zachętą do ich nabycia i przed­smakiem tego, co czeka fanów w maju niech będzie dostępny na YouTube oficjalny teledysk do utworu „Homegrown” z płyty „Last Of A Dyin’ Breed”, którą promować będą artyści.

Źródło: Agencja Tangerine

Duke Robillard na Warsaw Blues Night! Sprawdź kto wygrał zaproszenia na Blues.pl.

opublikowano w dziale Polska

„Jedna z naj­słyn­niej­szych bluesowych orkiestr świata, założona w 1967 roku przez Duke’a Robil­larda i pianistę Ala Copley’a to Room­ful Of Blues” – taka była poprawna odpowiedź w przy­gotowanym przez por­tal Blues​.pl i organizatorów War­saw Blues Night kon­kur­sie, w którym mogli­ście wygrać jedno podwójne zaproszenie na pol­ski kon­cert Duke’a Robil­larda, który 16 marca odbędzie się w war­szaw­skich Hybrydach. Będzie to pierw­szy po sied­miolet­niej prze­rwie występ artysty na War­saw Blues Night.

Wśród osób, które przy­słały do Redak­cji prawidłowe odpowiedzi, szczę­ście w losowaniu miała Marika z War­szawy, gratulujemy!

Źródło: Blues.pl i Warsaw Blues Night

Duke Robillard na Warsaw Blues Night! Wygraj zaproszenie na Blues.pl.

opublikowano w dziale Polska

16 marca, po sied­miolet­niej prze­rwie, na jedynym kon­cer­cie w Pol­sce, wystąpi w war­szaw­skich Hybrydach wir­tuoz swingowo-​bluesowej gitary, Duke Robil­lard z zespołem. Gitarzysta, znany ze współ­pracy z The Legen­dary Blues Band czy The Fabulous Thun­der­birds, miał już okazję grać na War­saw Blues Night w 2008 roku udowad­niając, że jest jed­nym z naj­ciekaw­szych instrumen­talistów gatunku.

Razem z organizatorami War­saw Blues Night, przy­gotowaliśmy dla Naszych Czytel­ników kon­kurs, w którym do wygrania jest jedno podwójne zaproszenia na ten wyjąt­kowy wieczór. Żeby je zdobyć należy polubić Blues​.pl na Facebooku, a potem odpowiedzieć na pytanie: „Jak się nazywa jedna z naj­słyn­niej­szych bluesowych orkiestr świata, założona w 1967 roku przez Duke’a Robil­larda i pianistę Ala Copley’a”?

Odpowiedzi, z hasłem „Kon­kurs – Duke Robil­lard” w temacie, prosimy przy­syłać na redak­cyjny adres e-​mail blues@​blues.​pl. W tre­ści wiadomo­ści należy podać swoje imię i nazwisko, adres, a także kon­tak­towy numer telefonu. Na Wasze maile czekamy do piątku 13 marca, do godziny 12:00. Nie­długo potem ogłosimy zwycięzcę losowania!

Źródło: Blues.pl i Warsaw Blues Night

Jan „Kyks” Skrzek nie żyje

opublikowano w dziale Polska

Jan „Kyks” Skrzek nie żyje. Śląski bluesman zmarł 29 stycz­nia w szpitalu w Katowicach-​Ligocie. Jak czytamy w Dzien­niku Zachod­nim, który podał tę wiadomość, 62-​letni Skrzek trafił do szpitala tydzień wcześniej z udarem mózgu. Został znaleziony przez muzyków Śląskiej Grupy Bluesowej, z którą miał pojechać na kon­cert w Nakle Śląskim. Po tym incyden­cie Śląska Grupa Bluesowa zagrała bez Skrzeka i roz­poczęła zbiórkę pieniędzy na rehabilitację swojego front­mana. Wydawało się, że stan zdrowia Jana Kyksa Skrzeka się poprawia, bo odzyskał świadomość i już zaczął się komunikować z otoczeniem. Nie­stety w nocy z 28 na 29 stycz­nia doszło do tragedii.

To śląska tragedia. Brak mi słów. W głowie mi się to nie mie­ści. Czas jakby stanął. Było „O mój Śląsku umierasz mi w biały dzień”, a teraz jest „O mój Józku, umierasz mi w biały dzień” – powiedział Dzien­nikowi Zachod­niemu Józef Skrzek, brat Kyksa.

O tym jak ważną postacią był dla śląskiej muzyki, nie tylko bluesa, niech świad­czy dostępny na YouTube teledysk Miuosha z gościn­nym udziałem Kyksa i wykorzystanym frag­men­tem jed­nej z jego naj­waż­niej­szych pieśni.

Polacy na IBC: Two Timer

opublikowano w dziale Świat

W kategorii „Zespół” z rekomen­dacji Stowarzyszenia Jimiway – Towarzystwa Adoracji Bluesa i Rocka lat 70. na Inter­national Blues Chal­lenge zaprezen­towała się poznań­ska grupa Two Timer, grająca elek­trycz­nego bluesa i czer­piąca z korzen­nych wzor­ców gatunku, z zachowaniem tradycyj­nego, utrzymanego w stylu lat 60. i 70. brzmienia. Swoją muzykę określają jako „grunge blues na sterydach” i z nią pokazali się w Memphis.

Źródło: Blues.pl

Polacy na IBC: Dr Blues & SOUL RE VISION

opublikowano w dziale Świat

W kategorii „Zespół” z rekomen­dacji Pol­skiego Stowarzyszenia Bluesowego na Inter­national Blues Chal­lenge zaprezen­towała się grupa Dr Blues & SOUL RE VISION. For­macja pokazała Amerykanom mieszankę elek­trycz­nego, wiel­komiej­skiego bluesa i klasycz­nego soulu.

Źródło: Blues.pl

Polacy na IBC: Romek Puchowski

opublikowano w dziale Świat

W kategorii „Solo/​Duo” z rekomen­dacji Stowarzyszenia Jimiway – Towarzystwa Adoracji Bluesa i Rocka lat 70. na Inter­national Blues Chal­lenge zaprezen­tuje się Romek Puchow­ski. Mistrz gitary slide i specjalista od bluesa głębokiej Delty, ale też artysta, który w swojej twór­czo­ści nie boi się eks­perymen­tów i nowoczesnych roz­wiązań, z iPhone’m w roli instrumentu włącz­nie. Jak Amerykanie przyjmą takiego progresyw­nego bluesmana?

Źródło: Blues.pl

Blues.pl poleca

Gov’t Mule i goście

War­ren Haynes i grupa Gov’t Mule, na czele której stoi, to dziś for­macja ciesząca się nie­mal kul­towym statusem. Każda ich kolejna płyta to muzyczne wydarzenie, zawsze ciekawe, a nie­rzadko zaskakujące, szczegól­nie gdy obok etatowych muzyków pojawiają się goście. Tak jest z albumami „Shout!”, który zbiera utwory Gov’t Mule wykonane z udziałem takich gwiazd jak Dr. John, Elvis Costello czy Dave Mat­thews i „Sco-​Mule”, który przynosi zapis nie­publikowanego nigdy wcześniej kon­certu z 1999 roku, w którym razem z Gov’t Mule wystąpił legen­darny jaz­zowy gitarzysta John Scofield.

Jak przy­stało na dziesiąty w dorobku album studyjny, i to taki, na który fani musieli czekać cztery lata, bo tyle minęło od wydania poprzed­niej studyj­nej płyty Gov’t Mule, „Shout!” przyniósł dużo dobrego. Dwa krążki, a na nich w sumie 22 utwory, choć powinno się raczej powiedzieć 11 utworów zagranych dwa razy. Na pierw­szej płycie śpiewa War­ren Haynes. Na drugiej słyszymy te same piosenki, ale zaśpiewane przez gości i jest to bar­dzo miłe muzyczne doświad­czenie. Warto pobawić się zresztą w dokładne szukanie róż­nic, bo ścieżka wokalu to nie jedyne, czym te wer­sję się róż­nią. Dobrym tego przy­kładem jest „Bring On The Music” zaśpiewany naj­pierw przez Ty’a Taylora, wokalistę grupy Vin­tage Trouble, a potem podany w jedenastominutowej wer­sji z piękną, nie­zwykle melodyjną i trwającą dobrą połowę utworu solówką gitary Haynesa, który także stoi przy mikrofonie. Majstersztyk.

Roz­budowane par­tie gitary to z kolei główny znak roz­poznaw­czy albumu „Sco-​Mule”. Tam obok jaz­zującego Gov’t Mule legenda jaz­zowej gitary, John Scofield. We wrześniu 1999 roku John Scofield i Gov’t Mule, jesz­cze z Allenem Woody’m na basie, roz­poczęli współ­pracę, która zaowocowała dwoma wyjąt­kowymi kon­cer­tami, jakie odbyły się w Geo­r­gii, a po których – poza wspo­mnieniami uczest­ników – nie pozostał żaden ślad, żaden bootleg czy amator­skie nagranie. I oto teraz, po 16 latach od tam­tych kon­cer­tów holen­der­ski Provogue wypu­ścił na rynek świet­nie brzmiący album zawierający ponad dwie i pół godziny tam­tego roz­im­prowizowanego materiału. Całość jest w cało­ści instrumen­talna i łączy jazz, rocka, soul, funk i pew­nie wszystko inne, czego tylko moglibyśmy się spo­dziewać po współ­pracy takich osobowo­ści. Dla osób, które cenią sobie jamową naturę Muła i wir­tuozerie Johna Scofielda, to jest pozycja, której trzeba posłuchać. Tym bar­dziej, że to nie koniec muzycz­nych ciekawostek, jakie Gov’t Mule przy­gotowało dla fanów…

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: www.mascotlabelgroup.com

Jimmy Barnes „Hindsight”

AC/​DC, INXS, Kylie Minogue czy Nick Cave to tylko nie­które ze znanych muzycz­nych nazw i nazwisk, które pochodzą z Australii – krainy wydawałoby się tak bar­dzo oddalonej od cen­trum muzycz­nego main­streamu. Do powyż­szej listy warto dodać jesz­cze jedno nazwisko, w Pol­sce prak­tycz­nie nie­znane, a w rodzin­nym kraju mające status praw­dziwej legendy rocka. To wokalista Jimmy Bar­nes. Pod koniec ubiegłego roku, nakładem holen­der­skiej wytwórni Provogue, ukazała się płyta „Hind­sight”, którą artysta uczcił 30. rocz­nicę roz­poczęcia kariery solowej. Na albumie towarzyszyli mu goście, m.in. Joe Bonamassa. Ci, którzy znają katalog płytowy Bonamassy słyszeli już tych gen­tlemanów razem w kom­pozycji „Too Much Ain’t Enough Of Love” – zawar­tej na płycie Joe, a zaśpiewanej – tak jak w oryginale – właśnie przez Bar­nesa. Tu Joe oddaje przy­sługę i to dwukrot­nie – naj­pierw w towarzystwie muzyków z legen­dar­nej for­macji Jour­ney, potem wokalistki Tiny Areny.

Na „Hind­sight” składa się czter­na­ście utworów, czyli ponad godzina muzyki, w której przed mikrofonem błysz­czy Jimmy Bar­nes, a towarzyszą mu bar­dzo ciekawi, szczegól­nie z naszej środ­kowoeuropej­skiej per­spek­tywy goście. Mnie jako miłośnika coun­try cieszy obec­ność Keitha Urban – i natural­nie wspo­mnianego już bluesowego Joe Bonamassy – ale są tu też grupy The Living End, Baby Animals, Diesel czy znany z bandu Bruce’a Spring­steena Steven Van Zandt. Sporo interesujących głosów i roc­kowych brzmień. Interesujące są też historia i losy nowego albumu, który w Australii roz­rósł się do aż trzech płyt CD – na pierw­szej są nowe nagrania, na dwóch pozostałych archiwalne hity, jak przy­stało na kom­pilację „The Best Of”. Nie­zależ­nie od tego, po który zestaw sięgniemy, czeka nas blues-​rockowa gratka z wybuchowym głosem na pierw­szym planie. Jak powiedzieliby w Australii, good on ya!

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: www.mascotlabelgroup.com

Gitarzyści z Provogue Records

Założona w 1990 roku holen­der­ska wytwór­nia Provogue to oficyna specjalizująca się w muzyce będącej połączeniem bluesa i rocka, z gitarą w roli głów­nej. W jej katalogu znaleźć można płyty tak cenionych i popular­nych współ­czesnych gitarzystów, jak Joe Bonamassa, Robert Cray czy znany z Gov’t Mule War­ren Haynes. Na tej liście nie brakuje też nieco mniej znanych, ale rów­nie spraw­nych guitar­manów. Jed­nym z nich jest Ber­nie Mars­den, który po latach mil­czenia przy­po­mniał się właśnie wydaną przez Provogue płytą „Shine”.

Ponoć sam B.B. King miał powiedzieć kiedyś, że z „białych gitarzystów bluesa potrafią grać tylko Eric Clap­ton i ten facet z Whitesnake” – mając tu na myśli właśnie Bernie’go Mars­dena. Ile w tym prawdy trudno powiedzieć, ale kunsztu w bluesowym fachu naprawdę nie można Mars­denowi odmówić. Oczywi­ście był to zawsze mocno przy­prószony roc­kiem blues, jak choćby we wczesnych nagraniach wspo­mnianej już grupy Davida Coverdale’a, ale było to zawsze granie pełne zarówno tech­nicz­nej biegło­ści, jak rów­nież feelingu i smaku. Z tym więk­szym zdziwieniem trzeba patrzeć na solowy, bar­dzo ubogi katalog Mars­dena, który w jed­nym z dostęp­nych na YouTube wywiadów sam łapie się za głowę gdy uzmysławia sobie, że to już dobre 15 lat odkąd wydał ostat­nią solową płytę. Na szczę­ście warto było czekać. „Shine” to bar­dzo dobry, blues-​rockowy krążek, na którym i miłośnicy melodyj­nych piosenek coś dla siebie znajdą. Trzyna­ście utworów, prawie godzina muzyki i znakomity Ber­nie Mars­den, któremu towarzyszy kilku znanych kolegów – od Davida Coverdale’a, przez Iana Paice’a z Deep Pur­ple, po Joe Bonamasse, czyli bodaj naj­jaśniej­szą gwiazdę holen­der­skiej wytwórni Provogue.

Do statusu gwiazdy brakuje jesz­cze innemu gitarzy­ście ze stajni Provogue, chociaż słuchając jego ostat­niej płyty „Influence” można śmiało stwier­dzić, że jest na dobrej drodze. To Philip Sayce. Urodzony w Walii, a wychowany w kanadyj­skim Toronto to gitarowe dziecko lat 90tych. Miłośnik Stevie Ray Vaughana, Jimiego Hen­driksa, Jeffa Healey’a, co zresztą słychać w jego muzyce – oczywi­ście czer­piącej z bluesa, ale mocno roc­kowej, a ostat­nio też dość nowoczesnej jeśli chodzi o brzmienie. Z jed­nej strony takich gitarowych pirotech­ników jest na współ­czesnej scenie wielu, z drugiej nie każdy z nich zostaje zaproszony przez Erica Clap­tona do udziału w jego prestiżowym Cros­sroads Festival w Madison Square Gar­den. To już coś znaczy. „Influence” to już jego piąty album wydany pod szyl­dem Provogue Records, i rzeczywi­ście można powiedzieć, że jest to płyta na piątkę. Szczegól­nie jeśli ktoś lubi ten typ grania.

Trzeci z prezen­towanych tu gitarowych albumów to już zespołowa i zdecydowanie roc­kowa produk­cja. Nazwa nie jest jesz­cze powszech­nie znana, ale powoli zdobywa uznanie miłośników ostrzej­szego podej­ścia do sze­ściu strun. To Shaman’s Harvest. Ich nowa, pierw­sza w dorobku objęta ogól­noświatową dys­trybucją płyta nosi tytuł „Smokin’ Hearts & Broken Guns”. Wej­ście na wysokie pozycje na kilku listach prze­bojów magazynu bil­l­board, sprzedaż sin­gla na poziomie ponad 130 tysięcy egzem­plarzy, włączenie jed­nej z piosenek do ścieżki dźwiękowej kinowego filmu „Zostać legendą”, czy wresz­cie napisanie piosenki z myślą o jed­nym ze znanych zapaśników, który zaadap­tował ją jako melodię, przy której wychodzi na ring – nie­źle jak na zespół, który dopiero teraz, wraz z wydaniem albumu „Smokin’ Hearts & Broken Guns” doczekał się ogól­noświatowej dys­trybucji. To granie, które może przy­paść do gustu. Oczywi­ście gitara robi wrażenie, ale podob­nie jest w moc­nym wokalem czy bar­dzo wyraź­nymi echami southern-​rockowych klasyków. Warto posłuchać.

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście

Various Artists „Inside Llewyn Davis”

Dobry film to nie tylko ciekawy scenariusz czy imponująca gra aktor­ska, ale też ścieżka dźwiękowa, która uzupeł­nia obraz i sprawia, że to co widzimy na ekranie jesz­cze lepiej zapada w pamięć. Te naj­lep­sze sound­tracki funk­cjonują także poza fil­mem, jako warte uwagi płyty. Tak jak wydana przez War­ner Music i Nonesuch Records ścieżka dźwiękowa do nominowanego do Oscara i Złotego Globu filmu braci Coen „Inside Llewyn Davis”, będącego podróżą przez świat muzyki fol­kowej, w którą zabiera widzów począt­kujący, tytułowy artysta.

Tytułowy Davis (w tej roli Oscar Isaac) to prze­noszący się z jed­nej kanapy na drugą, z pod­rzęd­nego nowojor­skiego baru do kolej­nego, intrygujący muzyk. Davis szuka nie tylko swojego miej­sca w świecie, ale także wciąż uciekającego mu kota. Po drodze marzy o zrobieniu wiel­kiej kariery muzycz­nej. Gra co prawda z Justinem Tim­ber­lakiem, ale nie da się ukryć, że muzycy mijają się w doborze reper­tuaru. Davis na pewno nie jest mistrzem w podej­mowaniu wła­ściwych decyzji. Nie­ustająco zostawia i zabiera rzeczy od dziew­czyny przyjaciela, z którą sam miał romans. Ich dialogi skrzące od ciętych ripost zapewne przejdą do zbioru naj­lep­szych tek­stów Coenów” (cyt. Film­web). Tak film „Inside Llewyn Davis” stresz­cza popularny ser­wis inter­netowy Film­web. Fabuła jest prosta, ale pięk­nie i malow­niczo opowiedziana. No i co naj­waż­niej­sze, towarzyszy jej rewelacyjna muzyka, w tym piosenki napisane i nagrane specjal­nie na potrzeby filmu.

Grand Prix Festiwalu w Can­nes dla „Naj­lep­szego filmu”, dwie nominacje do Oscara za zdjęcia i dźwięk, cztery nagrody Amerykań­skiego Stowarzyszenia Krytyków Fil­mowych, brązowa żaba naszego festiwalu Camerimage i nagroda Stowarzyszenia Krytyków Fil­mowych z Los Angeles za naj­lep­szą muzykę. Za to ostat­nie, czyli za muzykę do filmu, odpowiadał T-​Bone Bur­nett – czyli, między innymi, ojciec suk­cesu sound­tracku do „Bracie, Gdzie Jestes?” i filmu „Crazy Heart” z Jef­fem Brid­gesem. To tylko część z prestiżowych nagród i nominacji, które zdobył obraz braci Coen i towarzysząca mu muzyka. A to już mocne rekomendacje.

Tytuł sound­tracku powinien kojarzyć się wytraw­nym melomanom z osobą Dave’a Van Ronka. „Inside Dave Van Ronk” – taki tytuł nosi album, który Van Ronk wydał w 1964 i do którego nawiązuje tytuł filmu. Zresztą podobień­stwo widać także między okładką albumu, a fil­mowym plakatem i ponad wszystko, w muzyce zawar­tej na ścieżce dźwiękowej. Cały obraz jest zresztą luźno oparty na biografii Van Ronka, więc i z muzyką nie mogłoby być ina­czej. To akustyczny folk naj­wyż­szej próby. Polecany także miłośnikom akustycz­nego bluesa. Warto kupić i często słuchać.

Prze­mek Draheim

Wydawca: Warner Music Poland
Posłuchaj: www.amazon.com

© Blues.pl 2000-2014 | Code & design PMK Design