In English

Blues.pl na Facebooku — zostań fanem!

4 września 2015 r.

Najnowsze wiadomości RSS Twitter Facebook

Bilety na Jimiway Blues Festival dostępne od września

opublikowano w dziale Polska

Mimo, iż pokutuje twier­dzenie, że blues jest muzyką niszową, co roku bilety na odbywający się w Ostrowie Wiel­kopol­skim Jimiway Blues Festival są wyprzedane na długo przed festiwalem. Sądząc po liście zaproszonych wykonaw­ców, tegoroczna, 24. edycja zaplanowana na 16 i 17 paź­dzier­nika także nie będzie wyjąt­kiem. Pol­skim fanom zaprezen­tują się: The Rusty Wright Band, znany ze współ­pracy z takimi wytwór­niami jak Blind Pig, Alligator czy Ruf Records gitarzysta Coco Montoy’a i uzdol­niony mul­tiin­strumen­talista, który karierę zaczynał jako genialne dziecko, Lucky Peter­son (fot. strona domowa artysty). Bilety i kar­nety dostępne będą od dnia 7 września, od godziny 08:00 w kasie Ostrow­skiego Cen­trum Kul­tury oraz na www​.bilet​.pax​.pl.

Źródło: www.jimiway.pl

35. urodziny Rawa Blues Festival

opublikowano w dziale Polska

Tegoroczna edycja Rawa Blues Festival zbliża się wiel­kimi krokami. Elvin Bishop, Bet­tye LaVette, Jarekus Sin­gleton oraz Sel­wyn Bir­chwood to amerykań­skie gwiazdy, które 3 paź­dzier­nika zobaczymy i usłyszymy na scenie katowic­kiego Spodka. Pod­czas festiwalu wystąpi rów­nież plejada pol­skich artystów bluesowych. Poniżej, w pigułce, program festiwalu.

Krótko o historii

Rawa Blues – naj­więk­szy na świecie bluesowy festiwal organizowany w zamkniętym pomiesz­czeniu – obchodzi w tym roku 35 urodziny. Przez lata na scenie Spodka wystąpiła plejada bluesowych sław z USA i Wiel­kiej Brytanii: Junior Wells, Koko Taylor, Chic­ken Shack, Savoy Brown, Keb’ Mo’, Robert Cray, Blind Boys of Alabama czy Robert Randolph.

Kto zagra?

Dwójka weteranów oraz dwa wiel­kie talenty – tak w skrócie prezen­tują się tegoroczne amerykań­skie gwiazdy. Bez wąt­pienia naj­więk­szą z nich jest Elvin Bishop – znakomity gitarzysta, przed laty muzyk kul­towej grupy Paul But­ter­field Blues Band. W 2015 roku Bishop został wprowadzony do elitar­nego „Rock’n’Roll Hall of Fame”, otrzymał rów­nież trzy statuetki Blues Music Awards pod­czas gali w Mem­phis (w tym za utwór i płytę roku).

Pol­skie zespoły

W Spodku pojawi się rów­nież silna reprezen­tacja pol­skich artystów z obchodzącym jubile­usz 50 – lecia gry na har­monijce ust­nej Irkiem Dud­kiem na czele. Zagrają rów­nież: Sławek Wierz­chol­ski & Nocna Zmiana Bluesa, Boogie Boys, Wielka Łódź, Roman Puchow­ski, Blues Jun­kers oraz Wes Gał­czyń­ski & Power Train. Jedno wolne miej­sce na Dużej Scenie czeka jesz­cze na laureata Małej Sceny.

Gwiazdy 35. Rawa Blues Festival, w tym Elvin Bishop

Fani bluesa na całym świecie poznali go w latach sześć­dziesiątych, kiedy to został gitarzystą Paul But­ter­field Blues Band – zespołu, który w latach sześć­dziesiątych ubiegłego stulecia zrewolucjonizował amerykań­ską scenę muzyczną. Już jako solista nagrał sin­gla, który wskoczył do pierw­szej trójki listy prze­bojów Bil­l­boardu i do dziś chęt­nie wykorzystywany jest przez branżę fil­mową. Pracował z wieloma bluesowymi legen­dami, między innymi z Joh­nem Lee Hookerem i B.B. Kin­giem. Od nie­dawna może poszczycić się człon­kostwem w elitar­nym Rock and Roll Hall of Fame. Potrójny laureat tegorocz­nych „bluesowych Oscarów”, czyli „Blues Music Awards”.

Bet­tye LaVette

Ta znakomita wokalistka jest w muzycz­nym biz­nesie od ponad 50 lat. Nie pisze własnych piosenek, ale – podob­nie jak Tina Tur­ner, czy Joe Coc­ker – wspaniale inter­pretuje utwory z róż­nych muzycz­nych gatun­ków. O pozycji Betty LaVette w USA świad­czy fakt, że w 2009 roku została zaproszona do udziału w specjal­nym kon­cer­cie z okazji inauguracji prezyden­tury Baracka Obamy. Zaśpiewała wów­czas utwór „A Change Is Gonna Come” z reper­tuaru Sama Cooke’a w duecie z Jonem Bon Jovi. Wokalistka przyjedzie na Rawę Blues z naj­now­szym, bar­dzo udanym albumem „Wor­thy”. Znalazły się na nim między innymi kom­pozycje znane z reper­tuaru Rol­ling Stonesów, Beatlesów (prze­piękna, mocno zmieniona wer­sja „Wait| z albumu „Rub­ber Soul”) i Boba Dylana.

Jarekus Sin­gleton

Gitarzysta i wokalista – jeden z naj­więk­szych talen­tów współ­czesnego amerykań­skiego bluesa, kolejny z pod­opiecz­nych słyn­nej bluesowej wytwórni Alligator Records. Jego naj­now­sza płyta „Refuse To Lose” zbiera świetne recen­zje, przyniosła mu także trzy nominacje do prestiżowych Blues Music Awards, a znawcy wiesz­czą, że będzie kolej­nym wiel­kim nazwiskiem w tym gatunku muzycznym.

Sel­wyn Birchwood

Muzyk dużego for­matu” – napisano o nim w cenionym magazynie „Rol­ling Stone”. I nie jest to odosob­niona opinia. Pochodzący z Florydy gitarzysta i wokalista, to kolejny „młody wilk” amerykań­skiej sceny bluesowej. Jego muzyczna kariera nabrała roz­pędu w 2013 roku, kiedy wygrał międzynarodowy kon­kurs Inter­national Blues Chal­lenge. Bir­chwood jest laureatem tegorocz­nej Blues Music Award dla naj­lep­szego debiutanta.

Irek Dudek

Bluesman i dyrek­tor naj­więk­szego na świecie bluesowego festiwalu, organizowanego w zamkniętym pomiesz­czeniu. W tym roku Rawa Blues świętuje 35 urodziny, natomiast jego „spiritus movens” celebruje okrągłą rocz­nicę – 50 lat gry na har­monijce ust­nej. Co roku, Irek Dudek stara się zaskoczyć publicz­ność Rawy swoją artystyczną propozycją. Po spek­takular­nym ubiegłorocz­nym kon­cer­cie z orkiestrą sym­foniczną NOSPR-​u, rów­nież w tym roku towarzyszyć mu będzie na scenie liczne grono muzyków. Artysta wystąpi bowiem z big ban­dem, z którym przy­po­mni przede wszyst­kim materiał z płyty „No.1”.

Źródło: www.rawablues.com

Wyjście z cienia: Droga Ewakuacyjna

opublikowano w dziale Polska

Z Kariną Osow­ską (wokal), Olkiem Gizą (gitara) oraz Krzyś­kiem Wal­czykiem (klawisze) z zespołu Droga Ewakuacyjna – w ramach redagowanego przez Karola Dudę cyklu „Wyj­ście z cienia” – Blues​.pl roz­mawia po kon­cer­cie w Siemianowicach. Kon­cert odbył się w pogodne sobot­nie popołu­dnie 11 lipca w amfiteatrze w miej­scowym Parku Miej­skim. Roz­mowę prze­prowadził Michał Kompała.


Michał Kom­pała: Jak czujecie się po kon­cer­cie w takich warun­kach – zarówno popołu­dniowa pora, jak i fakt, że kon­cert był otwarty i dar­mowy – spo­wodowały, że prze­ważającą część publicz­no­ści stanowili spacerowicze, zain­trygowani, że coś się w amfiteatrze dzieje. Czym dla Was taki kon­cert różni się od grania w zamkniętym klubie?

Karina: Każdy kon­cert jest zupeł­nie inny. Kto powiedział, że spacerowicze to musi być zła publika? Wcale nie. Czasami są to ludzie, którzy nie zaplanowaliby sobie wyj­ścia na kon­cert, ale akurat prze­chodzili obok i stwier­dzili, że to co słyszą im odpowiada. Tak naprawdę nie liczy się ilość — bo fak­tycz­nie nie było tutaj zbyt wielu ludzi — ale jakość. Myślę, że osoby które tutaj dotarły to były takie, które ta muzyka interesuje.

MK: Czyli nie przyj­mujecie na przy­kład założenia, że na takich plenerowych widowiskach gracie reper­tuar bar­dziej przy­stępny, a ambit­niej­szy zostawiacie na kon­certy zamknięte?

Krzysiek: Każdy kon­cert jest inny, bo jed­nak grając o 23 w zadymionym klubie zabrzmią te utwory zupeł­nie ina­czej. Acz­kol­wiek to będzie ta sama muzyka. Nasza muzyka.

MK: Ale obydwie grupy kon­cer­tów są dla was rów­nie ważne?

Wszyscy: Oczywiście.

Olek: Rów­nie chęt­nie gramy kon­certy klubowe, jak i plenerowe. Dla spacerowiczów tak samo jak dla zadeklarowanych fanów bluesa i rocka (śmiech).

MK: Ten kon­cert był pew­nie dla Was szczególny, bo jed­nak pochodzicie z Siemianowic, chociaż na nie­których stronach inter­netowych można natknąć się na infor­mację, że jeste­ście zespołem piekar­skim. Domyślacie się, skąd taka nieścisłość?

Karina: Przez długi czas graliśmy pod patronatem pana Piotra Zalew­skiego próby w Piekarach Śląskich. Pan Piotr nam bar­dzo pomógł (za co jesteśmy mu wdzięczni), mogliśmy się wtedy nazywać także zespołem piekar­skim. W tej chwili gramy próby w Woj­kowicach, więc mówi się też czasem, że jesteśmy zespołem woj­kowic­kim (śmiech). Ale tak naprawdę zespół został założony w Siemianowicach i stąd pochodzi więk­szość jego człon­ków – ja, Olek i nasz basista Andrzej. Per­kusista Adam pochodzi z Rudy Śląskiej, a Krzysiek – z Będzina.

MK: Siemianowice, Piekary, Ruda Śląska – to wszystko miasta śląskie. Jaka jest wasza relacja do tak zwanej śląskiej sceny bluesowej?

Karina: U mnie w rodzinie zawsze były śląskie tradycje pod­trzymywane, rodzice mówili po Śląsku, ja się tego nie wypieram. Ale nie zamykamy się tylko na śląską publiczność.

MK: A czy macie kon­takt ze słyn­nymi muzykami bluesowymi ze Śląska – Śląską Grupą Bluesową, Adamem Kuliszem…

Olek: Widujemy się na festiwalach, czasem zamienimy słowo gdzieś w kuluarach. Bar­dzo szanujemy tych ludzi i uwiel­biamy tą samą muzykę.

Karina: Marka „Makarona” Motykę znamy bar­dzo dobrze – świetny muzyk i wspaniały człowiek. Ale jesteśmy świadomi, jak wiele nam do tych muzyków brakuje. Są dla nas wzorami do naśladowania. Oni prze­żyli praw­dziwie „bluesowe” życie. Na pewno ta „śląskość” w nas jest. Marzymy, by w przy­szło­ści stworzyć nawet po czę­ści taki kawałek historii jaki oni stworzyli.

MK: Karina, śpiewasz, że „Blues to droga kręta”. Jak to się stało, że pokochali­ście właśnie bluesa? W pokoleniu dzisiej­szych dwudziestolat­ków to jed­nak raczej rzadkość.

Karina: Masz rację, to duża rzad­kość. Więk­szość naszych znajomych jed­nak nie do końca szanuje tą muzykę.

Olek: Może bar­dziej nie zna.

Karina: Dokład­nie, nie zna. Dla wielu blues to tylko Dżem. Oczywi­ście, dla wielu przy­goda z bluesem właśnie od Dżemu się zaczęła. U mnie naj­pierw był rock – AC/​DC, Led Zep­pelin, Deep Pur­ple. Potem zaczęło się rodzić we mnie, żeby zgłębiać też taj­niki muzyki bluesowej, coraz bar­dziej mi się podobała, poznawałam coraz więcej wykonaw­ców, stałam się jej fanką. Ale to co gramy, to nie jest do końca blues. Nasza płyta – nagrana, ale jesz­cze nie wydana – też nie jest do końca bluesowa.

Olek: Podob­nie jak u Kariny, nie od razu odkryłem bluesa. Różne miałem, że tak powiem, zakręty muzyczne. Naj­pierw słuchałem reg­gae i Boba Marley’a, potem punk rocka, w pew­nym okresie byłem pod dużym wpływem hard rocka klasycz­nego… W końcu wylądowałem u Roberta John­sona (śmiech).

Krzysiek: Jeżeli chodzi o kwestie bluesa, to mój pierw­szy poważny zespół do jakiego trafiłem to była grupa bluesowa, więc musiałem się dostosować (śmiech), potem zresztą grałem różne rzeczy – rocka, metal… Ale w innych gatun­kach też bluesa jest bar­dzo dużo i trudno mi wyobrazić sobie kogoś kto miałby zagrać rocka, hard rocka czy inne pokrewne gatunki nie czując bluesa.

MK: Jak to się stało że zaczęli­ście grać razem? Na czyjej to było głowie, żeby dojść do tego momentu w którym jeste­ście teraz?

Olek: Na mojej głowie, a wła­ściwie w mojej piw­nicy ku nie­zadowoleniu sąsiadów (śmiech). Wyciszaliśmy piw­nice paletami po jaj­kach, skom­binowaliśmy starą per­kusję. No, powiedzmy że instrument per­kusyjny, bo trudno to per­kusją nazwać. Jeden kolega z klasy zaczął grać, ja zacząłem grać na gitarze i coś tam kleciliśmy. Póź­niej spo­tkaliśmy się w więcej osób z liceum, i zagraliśmy kon­cert jako Droga Ewakuacyjna na korytarzu w szkole. Już wtedy był Andrzej basistą. Ludzie się zmieniali na prze­strzeni lat, ale bar­dzo szybko dołączyła do nas Karina, teraz jesteśmy trzonem zespołu, i tak się to toczy, do dzisiaj.

MK: Jakie są Wasze inspiracje?

Karina: Dużo tego jest, ale postaram się krótko. Nasi rodzimi arty­ści – z zespołów, które obec­nie działają – J.J. Band. Oczywi­ście, rów­nież Dżem czy Tade­usz Nalepa. I Steve Ray Vaughan.

Olek: Ja dodam jesz­cze Erica Clap­tona, B.B. Kinga, Petera Greena…

Karina: Uwiel­biam też Bruce’a Dic­kin­sona, choć wydaje się że może nie w temacie.

Olek: A ja Pata Metheny’ego. Gość mnie bar­dzo inspiruje. To jest jazz­man naj­wyż­szej klasy, i choć nie gramy takiej muzyki, to jest to dla mnie mistrz.

Krzysiek: Na prze­strzeni lat to się bar­dzo zmieniało. Teraz jestem chyba naj­bar­dziej fascynuje mnie gra Keitha Emer­sona. Bar­dzo inspiruje mnie też muzyka improwizowana, przede wszyst­kim jazz.

Karina: Muszę jesz­cze dodać jeden z moich ulubionych zespołów – Creedence Clear­water Revival.

Olek: To ja też musze dodać jeden z zespołów, który odcisnął naj­więk­sze piętno na mnie i moim graniu, mianowicie SBB. To na pewno jeden z naj­bar­dziej dla mnie znaczących pol­skich zespołów.

MK: Jaka była naj­pięk­niej­sza chwila, czy naj­lep­sze doświad­czenie w czasie gry w zespole?

Olek: Emocje i dobra zabawa na koncertach.

Karina: I nie da się tego stop­niować, które emocje były lep­sze, które naj­lep­sze, a które gor­sze. Nie mogę powiedzieć, że na jakimś kon­kret­nym kon­cer­cie poczułam coś nie­samowitego. To są zawsze emocje, zawsze zupeł­nie inne, zawsze jednorazowe.

Krzysiek: Dla mnie istotny był pierw­szy kon­cert. Takie rzeczy, które się pierw­szy raz robi, naj­bar­dziej zapadają w pamięć. A to akurat bar­dzo miłe wspo­mnienie. Tym bar­dziej, że jestem od nie­dawna w zespole, zagrałem pierw­szy kon­cert na Festiwalu Las, Woda & Blues 2014.

MK: A jakieś trudne chwile?

Olek: Na przy­kład taki moment, że zostaliśmy bez perkusisty.

Karina: Ale nie warto tego roz­pamiętywać – co było, to było. Staramy się czer­pać to co naj­lep­sze. Czasami oczywi­ście się coś nie udaje, ale staramy się wyciągać z tego wnioski. Zdarzały się nie­przyjemne chwile, zwłasz­cza w związku ze składem, ale myślimy raczej o pozytyw­nych rzeczach, bo ich było dużo więcej.

MK: Jakiego sprzętu używacie?

Olek: Gitara Fen­der Stratocaster. Wzmac­niacz Carvin Legacy 100 i paczka Mar­shall z lat 80.

Krzysiek: Na co dzień gram na takim klonie Ham­monda. Mam też oryginal­nego Ham­monda i praw­dziwe Leslie, ale ze względu na wagę nie wożę ich zbyt często na koncerty.

Karina: A ja mam swojego „Szczurka”, oczywi­ście mowa o Shure SM58.

MK: Naj­bliż­sze plany koncertowe?

Olek: Jutro gramy na dniach miasta w Piekarach, ale pew­nie nic Ci nie da ta infor­macja (śmiech).

Karina: W przy­szłym tygo­dniu gramy w Poznaniu, potem jest 9 sierp­nia w nie­dzielę „Lauba pełno bluesa”, a potem – z tych zaplanowanych i pew­nych – jest „Rawa Blues”, mała scena.

MK: A plany poza kon­cer­towe? Związane z płytą i wszel­kie inne?

Karina: To jest dobre pytanie, bo sami jesz­cze do końca nie wiemy. Szukamy wydawcy, ale – że tak powiem – tak delikat­nie go szukamy (śmiech). Przez sprawy zawodowe i moje studenc­kie ostat­nio trochę odpu­ściliśmy. Mamy jed­nak nadzieję, że w naj­bliż­szym czasie znaj­dziemy wydawcę tudzież spon­sora, który wyda nam tą płytę.

MK: Czas w studio to była wygrana w jakimś przeglądzie?

Karina: Nie. Sami opłaciliśmy. Praca w studiu była zresztą bar­dzo fajna.

Olek: Krzysiek znalazł nam studio.

Krzysiek: To było studio Orion w Będzinie, należące do znajomego gitarzysty. Faj­nie nam to wszystko zor­ganizował, praca była naprawdę kom­for­towa. Z czystym sumieniem możemy polecić.

Karina: Warto wspo­mnieć, że płyta jest dosyć surowa, bo nie chcieliśmy żad­nego czysz­czenia gitar ani wokalu… Chciałam, żeby taki mój wokal znalazł się na płycie, jaki został nagrany. Nie chcieliśmy żeby to brzmiało sztucz­nie, nie kleiliśmy ścieżek.

MK: A plany promocyjne?

Karina: Jeśli chodzi o fotografię, współ­pracujemy z Basią Ogrod­niczak. Czekamy na odpowiedni czas dla niej i dla nas, będzie robić nam teledysk.

Olek: Także planujemy promocję przez teledysk, a jeśli uda nam się wydać tę płytę, na pewno będziemy też ją jakoś promować.

MK: Trzymam kciuki za rychłe wydanie płyty. Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Blues.pl

Bernhoft wystąpi w Stodole

opublikowano w dziale Polska

Sporą gratkę dla miłośników soulu przy­gotował war­szaw­ski Klub Stodoła. 19 paź­dzier­nika, w ramach tam­tej­szej Open Stage, wystąpi jedna z naj­jaśniej­szych nor­weskich gwiazd, Jarle Bern­hoft (fot. strona domowa artysty) działający teraz pod skróconym pseudonimem Bern­hoft. Jego twór­czość, która łączy klasyczny soul z jaz­zem i nowymi brzmieniami, jest nastrojowa, efek­towna i wciągająca, a jego ostat­nia płyta, „Islan­der”, była nominowana do prestiżowej nagrody Grammy. Blues​.pl, które jest jed­nym z patronów kon­certu, od dawna kibicuje poczynaniom Jarle Bern­hofta – dla przy­po­mnienia zachęcamy do prze­czytania recen­zji albumu „Walk With Me (Live at Chateau Neuf)”.

Szczegóły na temat rezer­wacji biletów znaleźć można na stronie Klubu Stodoła.

Źródło: www.stodola.pl

Janiva Magness w Olsztynie!

opublikowano w dziale Polska

Olsz­tyń­skie Noce Bluesowe zapraszają na kon­cert Janivy Magness — jed­nej z naj­popular­niej­szych dziś bluesowych wokalistek na świecie. Warto tam być!

Źródło: www.blues.olsztyn.pl

Startują Olsztyńskie Noce Bluesowe

opublikowano w dziale Polska

Cztery dni wypeł­nione bluesem czekają w tym roku na fanów w Olsz­tynie, w ramach 24. edycji Olsz­tyń­skich Nocy Bluesowych. Między 2 a 5 lipca organizatorzy prze­widzieli dla melomanów wiele atrak­cji – od kon­cer­tów głów­nych prezen­tujących ciekawych wykonaw­ców z Pol­ski i zagranicy, po wydarzenia towarzyszące w for­mie wystaw i prelek­cji. Wśród wykonaw­ców, obok moc­nej reprezen­tacji pol­skiej i europej­skiej sceny, interesująco zapowiadają się pół­noc­noamerykań­skie prezen­tacje. USA reprezen­tować będą jedna z naj­bar­dziej utytułowanych współ­czesnych wokalistek bluesowych – Janiva Magness, gitarzysta Mike Zito, grająca zydeco for­macja Dwayne Dopsie & The Zydeco Hel­l­raisers i kanadyj­ska wokalistka Shakura S’Aida (fot. strony domowe artystów). Warto odnotować, że duża część festiwalowych kon­cer­tów jest bez­płatna i nie wymaga zakupu biletów.

Źródło: www.blues.olsztyn.pl

The White Buffalo w Warszawie! Sprawdź kto wygrał zaproszenia na Blues.pl.

opublikowano w dziale Polska

„Kon­cert 21 czerwca w war­szaw­skim klubie Progresja będzie pierw­szym występem zespołu The White Buf­falo w Pol­sce” – taka była poprawna odpowiedź w przy­gotowanym przez por­tal Blues​.pl i Agen­cję Tan­gerine kon­kur­sie, w którym mogli­ście wygrać dwa podwójne zaproszenia na kon­cert for­macji Jake’a Smitha w Progresji.

Wśród osób, które przy­słały do Redak­cji prawidłowe odpowiedzi, szczę­ście w losowaniu mieli Monika z Olsz­tynka i Bar­tłomiej z War­szawy, gratulujemy! Szczegóły na temat kon­certu i moż­liwo­ści zakupu biletów znaj­dziecie na stronie Agen­cji Tangerine.

Źródło: Blues.pl i Agencja Tangerine

Blues.pl poleca

Nowości z Ruf Records

Wśród europej­skich bluesowych wytwórni status jed­nej z naj­waż­niej­szych ma nie­miecka oficyna Ruf Records. A że Ruf stawia na współ­czesnego, dosyć prze­bojowego bluesa, można się po jej produk­cjach spo­dziewać naprawdę przyjem­nego bujania z odrobiną rocka między nutami. Takie znaleźć można na nowym krążku Royal Southern Brother­hood, „Don’t Look Back”.

Kiedy Royal Southern Brother­hood pojawiło się w Pol­sce w 2012 roku w składzie bandu, obok wokalisty Cyrila Neville’a – znanego z Neville Brothers znaleźć można było syna wiel­kiego Gregga All­mana, Devona All­mana i Mike’a Zito – wów­czas jedną z gwiazd w kon­stelacji bluesowej wytwórni Delta Groove Produc­tions. Na nowej płycie mamy już innych gitarzystów – pierw­szy to młody Amerykanin nagrywający od nie­dawna dla Rufa, Bart Wal­ker; drugi to Tyrone Vaughan – syn Jimiego Vaughana i bratanek tego Stevie Ray Vaughana, a wiec chłopak, któremu – przy­naj­mniej w teo­rii – blues płynie w żyłach. Prak­tyka też nie jest zła, co „Don’t Look Back”, nagrana na dodatek w słyn­nym Fame Studio w Muscle Shoal w Alabamie zdaje się potwier­dzać. Dla miłośników współ­czesnego bluesa, southern rocka, funky i klasycz­nego rocka – a więc dla tych wszyst­kich, którzy lubią takie bandy jak Lynyrd Skynyrd, Gov’t Mule, The All­man Brothers Band czy po prostu pasjonują się amerykań­skim połu­dniem, album godny polecenia. Podob­nie jak nowa produk­cja Saman­thy Fish, „Wild Heart”.

Bluesowych gitarzystów w katalogu Ruf Records nie brakuje, co już choćby płyta Royal Southern Brother­hood wyraź­nie pokazała, ale jeśli przyj­rzeć się mu dokład­nie, możemy zauważyć, że rów­nie ważne miej­sce mają w nim śpiewające damy. To też chyba konik szefa wytwórni, Thomasa Rufa – interesujące dam­skie głosy. Takich wokalistek, o których dzięki nie­miec­kiej oficynie usłyszała europej­ska publicz­ność jest cał­kiem sporo. Młodziutka Saman­tha Fish jest jedną z nich. Nie dość, że śpiewa, to jesz­cze spraw­nie radzi sobie z gitarą. Na nowym albumie to właśnie te gitarowe akcenty stanowią ważny element, co pew­nie jest też zasługą producenta krążka – a na co dzień rewelacyj­nego gitarzysty kojarzonego choćby z North Mis­sis­sippi All­stars i The Black Crowes, Luthera Dic­kin­sona. Warto posłuchać.

Saman­tha Fish i płyta „Wild Heart”, wyprodukowana przez Luthera Dic­kin­sona – i z jego udziałem w roli gitarzysty i basisty – to prze­bojowe, współ­cześnie bluesowe granie w wykonaniu młodej artystki, której wróżyć można dobrą przy­szłość. Ta mieszanka uznanych nazwisk i młodych talen­tów jest charak­terystyczna dla katalogu Rufa. Dość powiedzieć, że wśród nowo­ści wytwórni znalazła się kon­cer­towa płyta grupy Spin Doctors, która jako wiel­kie odkrycie lat 90tych ma na kon­cie dobre kilka milionów sprzedanych krąż­ków. Ten naj­now­szy, „Songs from the road”, ma formę dwóch dys­ków – CD i DVD.

Songs From The Road” to seria, w ramach której Ruf Records już od kilku lat wydaje kon­cer­towe albumy artystów ze swojej stajni. Pomysł jest ciekawy, bo na taki album zawsze składają się dwa krążki – na CD mamy muzykę, a dysk DVD to już zapis kon­certu wzbogacony o wizje. Całość ubrana w jedno pudełko też kosz­tuje jak jedna płyta. Nic tylko korzystać. Naj­now­sza odsłona serii fir­mowana jest przez Spin Doctors. Trochę tu bluesa, trochę roz­budowanych jam­ban­dowych aranży. Ciekawe granie w wykonaniu amerykań­skiego bandu z bluesowym epizodem w dys­kografii. Z nie­miec­kim logo na okładce.

Prze­mek Draheim

Wydawca: Ruf Records
Posłuchaj: www.rufrecords.de

Mystic Productions i bluesowe nowości

Jesz­cze kilka lat temu znalezienie zagranicz­nych bluesowych nowo­ści w pol­skich sklepach płytowych było spo­rym wyzwaniem. Dziś, zarówno naj­waż­niej­sze europej­skie i amerykań­skie oficyny, jak i mniej­sze, ciekawe wytwór­nie, cieszą się dobrą dys­trybucją i łatwym dostępem do pol­skich melomanów. Duża w tym zasługa wydaw­nictw pokroju Mystic Produc­tions, które dbają o to, aby bluesowe nowo­ści nie omijały Pol­ski. Także te „jesz­cze ciepłe”. Do tej kategorii należy wydany kilka dni temu przez holen­der­ską wytwór­nię Provogue album Beth Hart, „Bet­ter Than Home”. Opisując jej poprzed­nią płytę wspo­mniałem, że głos Beth Hart brzmiał tam dużo doj­rzalej niż wcześniej; produk­cja i realizacja nagrań były znakomite; a same utwory dobrze napisano i pierw­szorzęd­nie wykonano. To samo można powiedzieć o „Bet­ter Than Home”. Zresztą sama artystka mówi o tej płycie, że to jej naj­doj­rzal­sze muzyczne dziecko. Całość utrzymana jest głów­nie w roz­lanej, delikat­nej kon­wen­cji, ale wokalny pazur też tam można znaleźć, choć zdecydowanie rzadziej niż dotąd. Piękna płyta i bar­dzo ją polecam.

Coś w cał­kiem innej stylistyce i z cał­kiem innym zapleczem, to malutka, nie­zależna wytwór­nia Big Legal Mess i surowy bluesman w starym stylu – Leo Bud Welch z płytą „I Don’t Prefer No Blues”. Jeśli zawarty tam blues kojarzy się z grubo ciosanymi produk­cjami, jakie od połowy lat 90tych wychodziły z taśmy produk­cyj­nej wytworni Fat Possum Records, to słusz­nie. Big Legal Mess to bowiem wytwór­nia córka Fat Possum i tak jak w katalogu mamy, także w jej archiwach znaj­dziemy naj­praw­dziw­szego, naj­surow­szego bluesa jakiego tylko można sobie wyobrazić na początku XXI wieku. Rok temu, mając wtedy 81 lat, Leo Welch nagrał dla Big Legal Mess swoją debiutancką płytę, o mocno gospelowym charak­terze. Kolejna w dorobku miała już być bluesowa i tak rzeczywi­ście się stało. All­music Guide pisze, że „to połączenie chropowatego Delta Bluesa spod znaku R.L. Burnside’a z wczesnym chicagow­skim soun­dem Muddy Watersa”. Jak byśmy tego nie nazwali, usłyszeć takiego bluesa w roku 2015 to spore zaskoczenie.

Muzyczną ciekawostką, choć sto razy bar­dziej od Welcha nowoczesną, jest nowy album grupy har­monij­karza Johna Pop­pera, Blues Traveler – „Blow Up the Moon” wydany przez Loud & Proud Records, czyli Blues Traveler w wer­sji pop. Choć mieszanie bluesa z popem purystom nie zawsze jest smak, nie można zaprzeczyć, że takie eks­perymenty są ciekawe i na pewno znaj­dują swoją publicz­ność. Z takiego założenia wyszedł John Pop­per zapraszając do nagrania „Blow Up The Moon” cał­kiem pokaźną grupę gości. Nie­stety, może dlatego że to głęboko-​popowy światek te nazwiska mnie nie mówią nic, ale słucha się ich przyjem­nie – szczegól­nie wtedy, gdy mamy ochotę na trochę lek­kiej, radiowej roz­rywki w dobrym guście.

Znakomite nazwiska, i to bar­dzo dobrze znane każ­demu miłośnikowi bluesa, słychać na nowej płycie Rob­bena Forda – wydanej podob­nie jak krążek Bet Hart przez Provogue Records. Wśród gości Keb’ Mo, Robert Ran­dolph, War­ren Haynes czy Sonny Lan­dreth. Kiedy dodać to tego łatwość, z jaką w prze­strzeni między bluesem, jaz­zem a fun­kiem porusza się Ford, album „Into The Sun” staje się jedną z tych pozycji, których na pewno trzeba posłuchać. Jak dobrze, że podob­nie jak w przy­padku pozostałych, opisanych wyżej płyt, dzięki Mystic Produc­tions można to zrobić w swoim ulubionym płytowym sklepie nieopodal.

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records, Big Legal Mess, Loud & Proud Records
Posłuchaj: www.mystic.pl

Van Morrison
„Duets: Re-Working The Catalogue”

Legen­darny irlandzki bard, Van Mor­rison, nagrał do tej pory ponad 360 utworów zebranych na 34 albumach. Na tym naj­now­szym, trzydziestym piątym, zatytułowanym „Duets: Re-​Working The Catalogue”, znalazły się nowe inter­pretacje klasycz­nych piosenek wokalisty, nagrane na nowo, w towarzystwie takich gwiazd jak wspo­mniany Michael Bublé, Steve Win­wood, Bobby Womack, Mark Knop­fler, Natalie Cole czy córka artysty – Shana Mor­rison. „Duets: Re-​Working The Catalogue” ukazała się 24 marca, a wraz z nią nowe inter­pretacje utworów Vana Mor­risona. Nie są to jed­nak dobrze znane klasyki – artysta postanowił dać drugą szansę jed­nym ze swoich ulubionych kom­pozycji. Do współ­pracy przy płycie Mor­rison zaprosił artystów, których darzy szacun­kiem i którzy są dla niego inspiracją. Płyta nagrywana była przez cały ubiegły rok w rodzin­nym mie­ście artysty, Bel­fa­ście oraz w Lon­dynie. Oprócz samego piosen­karza produk­cją krążka zajęli się Don Was (znany ze współ­pracy np. z Joh­nem Mayerem czy Eltonem Joh­nem) i Bob Rock (producent m.in. Michaela Bublé czy zespołu Metal­lica). Całość brzmi świet­nie i naprawdę wpada w ucho, co potwier­dza każda z 16 piosenek. W sumie ponad 65 minut muzyki. Sporo tego. Sporo też nie­zwykle pozytyw­nych recen­zji tego krążka w Inter­necie – od bar­dzo emocjonal­nie nastawionych, a przez to naprawdę wymagających fanów Mor­risona wpisujących swoje krót­kie komen­tarze w ser­wisach sprzedażowych pokroju amerykań­skiego Amazona, po krytyków i bran­żowe media. The Daily Mail napisał o tym krążku tak: „Kiedy masz w swoim katalogu blisko 360 oryginal­nych piosenek, na pewno będą wśród nich jakieś ukryte skarby. I tak z pew­no­ścią jest w przy­padku tej płyty. To mistrzow­ska kom­pozycja dla ducha, która daje ponowne życie gar­ści piosenek, zaczynając od tych z lat 70-​tych. Ten album mógłby być nagrany 40 lat temu i brzmieć tak samo, jak brzmi teraz. Ale kiedy na jed­nej płycie spo­tyka się jeden z naj­lep­szych Cel­tyc­kich soulowych głosów z wokalistami kalibru Boby Womacka czy Mavis Staples, potrzeba używania studyj­nych sztuczek jest nie­wielka”. Mądre słowa. Dobrym ich potwier­dzeniem są na przy­kład duety nagrane z brytyj­skimi weteranami rhythm’n’bluesa, tak w końcu bliskiego Vanowi Mor­risonowi. W tej kategorii przy mikrofonie pojawiają się obok niego, Geo­r­gie Fame, Steve Win­wod i Chris Far­lowe. Bluesa reprezen­tuje tez Taj Mahal. Bar­dzo dobre granie. (pd)

Wydawca: Sony Music Poland
Posłuchaj: www.sonymusic.pl

Gov’t Mule i goście

War­ren Haynes i grupa Gov’t Mule, na czele której stoi, to dziś for­macja ciesząca się nie­mal kul­towym statusem. Każda ich kolejna płyta to muzyczne wydarzenie, zawsze ciekawe, a nie­rzadko zaskakujące, szczegól­nie gdy obok etatowych muzyków pojawiają się goście. Tak jest z albumami „Shout!”, który zbiera utwory Gov’t Mule wykonane z udziałem takich gwiazd jak Dr. John, Elvis Costello czy Dave Mat­thews i „Sco-​Mule”, który przynosi zapis nie­publikowanego nigdy wcześniej kon­certu z 1999 roku, w którym razem z Gov’t Mule wystąpił legen­darny jaz­zowy gitarzysta John Scofield.

Jak przy­stało na dziesiąty w dorobku album studyjny, i to taki, na który fani musieli czekać cztery lata, bo tyle minęło od wydania poprzed­niej studyj­nej płyty Gov’t Mule, „Shout!” przyniósł dużo dobrego. Dwa krążki, a na nich w sumie 22 utwory, choć powinno się raczej powiedzieć 11 utworów zagranych dwa razy. Na pierw­szej płycie śpiewa War­ren Haynes. Na drugiej słyszymy te same piosenki, ale zaśpiewane przez gości i jest to bar­dzo miłe muzyczne doświad­czenie. Warto pobawić się zresztą w dokładne szukanie róż­nic, bo ścieżka wokalu to nie jedyne, czym te wer­sję się róż­nią. Dobrym tego przy­kładem jest „Bring On The Music” zaśpiewany naj­pierw przez Ty’a Taylora, wokalistę grupy Vin­tage Trouble, a potem podany w jedenastominutowej wer­sji z piękną, nie­zwykle melodyjną i trwającą dobrą połowę utworu solówką gitary Haynesa, który także stoi przy mikrofonie. Majstersztyk.

Roz­budowane par­tie gitary to z kolei główny znak roz­poznaw­czy albumu „Sco-​Mule”. Tam obok jaz­zującego Gov’t Mule legenda jaz­zowej gitary, John Scofield. We wrześniu 1999 roku John Scofield i Gov’t Mule, jesz­cze z Allenem Woody’m na basie, roz­poczęli współ­pracę, która zaowocowała dwoma wyjąt­kowymi kon­cer­tami, jakie odbyły się w Geo­r­gii, a po których – poza wspo­mnieniami uczest­ników – nie pozostał żaden ślad, żaden bootleg czy amator­skie nagranie. I oto teraz, po 16 latach od tam­tych kon­cer­tów holen­der­ski Provogue wypu­ścił na rynek świet­nie brzmiący album zawierający ponad dwie i pół godziny tam­tego roz­im­prowizowanego materiału. Całość jest w cało­ści instrumen­talna i łączy jazz, rocka, soul, funk i pew­nie wszystko inne, czego tylko moglibyśmy się spo­dziewać po współ­pracy takich osobowo­ści. Dla osób, które cenią sobie jamową naturę Muła i wir­tuozerie Johna Scofielda, to jest pozycja, której trzeba posłuchać. Tym bar­dziej, że to nie koniec muzycz­nych ciekawostek, jakie Gov’t Mule przy­gotowało dla fanów…

Prze­mek Draheim

Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: www.mascotlabelgroup.com

© Blues.pl 2000-2015 | Code & design PMK Design