In English

Jimiway Blues Festival zrelacjonowany

opublikowano w dziale Polska

Koniec paź­dzier­nika tradycyj­nie przyniósł melomanom kon­certy w ramach Jimiway Blues Festival. Dla tych, którzy pod­czas swoich jesien­nych muzycz­nych podróży nie dotarli do Ostrowa Wiel­kopol­skiego, publikujemy relację z festiwalu, którą przy­słała nam Nina Sawicka:

19 i 20 paź­dzier­nika odbyła się dwudziesta pierw­sza już edycja Jimiway Blues Festival. Do Ostrowa Wiel­kopol­skiego znów zjechali się fani muzyki z całej Pol­ski – choć nie tylko, bo przy­były rów­nież grupy zza granicy, np. z Nie­miec. W ciągu dwóch dni, na dwóch scenach, odbyło się osiem koncertów.

Festiwal otworzył piękny akustyczny kon­cert Blues­ferajny. Duet gościn­nie wspierał Adam Jawień na har­monijce. Dla nikogo nie jest zagadką, że Grzegorz Olej­nik jest „maszyną do tworzenia piosenek”, a okazało się, że tek­sty duetu choć pol­skie, brzmią nie gorzej niż z amerykań­skich stan­dar­dów! Kolej­nym wykonawcą był zespół Nie Strzelać do Pianisty. Warsz­tat chłopaków jest nie­moż­liwy do kwestionowania, za to reper­tuar pod­lega już ocenie. Wprowadzenie własnych kom­pozycji jest zawsze wiel­kim krokiem dla każ­dego młodego zespołu i pod­nosi automatycz­nie jego rangę. Jed­nak moim zdaniem „Piani­ści” odpływają w groźne rejony pop rocka, co obniża śred­nią wieku ich fanów i odbiera zespołowi indywidualizm. Instrumen­tal­nie i wokal­nie są coraz lepsi, pomysłów mają coraz więcej, ale to już nie jest grupa, której tak chęt­nie słuchałam około rok temu. Ale cóż, dobrze, że innym się nadal podoba. Chłopaki świet­nie bawią się pod­czas kon­certu, tworzą własne utwory i czują się coraz pew­niej na scenie. Można tylko pozaz­dro­ścić! Po Nie Strzelać do Pianisty zagrała har­monij­kowa super­grupa. Łukasz „Wiśnia” Wiśniew­ski, Tomek Kamiń­ski, Bar­tek Łęczycki i Michał „Cielak” Kielak to praw­dziwy (choć nie pierw­szy) Har­monij­kowy Atak – czyli czołówka, jeśli chodzi o ten instrument w Pol­sce. Wsparci świetną sek­cją ryt­miczną i gitarzystami z róż­nych rejonów bluesa zagrali bar­dzo dobry kon­cert. Trochę zbyt popisowy, trochę zbyt podobny do poprzed­nich, ale bar­dzo dobry, co potwier­dziła reak­cja publiczności.

W końcu na scenę weszła gwiazda – Popa Chubby. Pierw­sze i jedyne, co mnie uderzyło, to fala dźwięku. Moc, z którą grali muzycy, dosłow­nie powalała. Przy­znam, że trochę prze­szkadzało mi to w odbiorze dźwięków. Uwiel­biam płyty Chubby’ego, prze­mogłam się więc do wysłuchania tego hałaśliwego kon­certu. Pomimo oczywistego warsz­tatu muzyków, byłam zawiedziona. Miałam wrażenie, że Popa Chubby uważał, że przyjechał do kraju trzeciego świata i chciał zabawić publikę jedynym, co mogą Polacy znać – coverami Jimi’ego Hen­driksa. Mimo wszystko cieszę się, że udało mi się być na kon­cer­cie Chubby’ego i jestem wdzięczna organizatorom za zaproszenie jed­nego z moich ulubionych (nie­stety tylko z płyt) muzyków.

Drugi dzień festiwalu otworzył akustyczny, bar­dzo ortodok­syjny kon­cert chodzącej encyklopedii bluesa, Marka Woj­towicza. Jak zawsze – solo, jak zawsze – Delta. Potem na dużej scenie pojawił się mój faworyt, Cot­ton Wing. Zagrali jak zwykle bar­dzo dobrze, ze świet­nym brzmieniem, trochę bluesa, trochę funky, trochę własnych utworów, trochę coverów. Kon­cert uświadomił mi jedno – wokalista z kon­certu na kon­cert śpiewa coraz lepiej! Potem coś, co roz­kręciło publicz­ność, Cree. Idealny sup­port przed gwiazdą. Publika szalała, uwal­niała swoją ener­gię, przy­gotowywała się na wielki finał. Cree jak to Cree – efek­towna mieszanka śląskiego rocka z bluesem, sprawni muzycy i wiel­kie nazwisko Bastka, który nie zmienia się od lat (w kon­tek­ście pozycji w świecie muzycz­nym i swojego podej­ścia do wokalu, gitary).

W końcu czas przy­szedł na wielką gwiazdę festiwalu, Tommy’ego Castro (fot. strona domowa artysty) i zespół The Pain­kil­lers. Po Popa Chubby’m radosne granie Castro rzeczywi­ście było prze­ciw­bólowe. Połączenie bluesa z roc­kabilly, trochę rock’n’rolla w starej kon­wen­cji i inspiracje wokalne Brianem Set­zerem były bar­dzo przyjemne, relak­sujące, a jed­nocześnie zrywające do tańca. Trzeba przy tym zauważyć, że nagłośnienie było po prostu fan­tastyczne, zresztą jak na całym festiwalu.

Organizacja stanęła na wysoko­ści zadania, impreza była prze­myślana i świet­nie prze­prowadzona. Zastanawiam się, jakie gwiazdy zagrają za rok, skoro organizatorzy czer­pią już z pierw­szej ligi światowego bluesa!

Nina R. Sawicka

Opublikowano: 2012-10-29 13:38:37
Źródło: www.jimiway.pl

Ostatnio opublikowane w dziale
© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design