In English

Gitarzyści z Provogue Records

opublikowano w dziale Wydawnictwa

Założona w 1990 roku holen­der­ska wytwór­nia Provogue to oficyna specjalizująca się w muzyce będącej połączeniem bluesa i rocka, z gitarą w roli głów­nej. W jej katalogu znaleźć można płyty tak cenionych i popular­nych współ­czesnych gitarzystów, jak Joe Bonamassa, Robert Cray czy znany z Gov’t Mule War­ren Haynes. Na tej liście nie brakuje też nieco mniej znanych, ale rów­nie spraw­nych guitar­manów. Jed­nym z nich jest Ber­nie Mars­den, który po latach mil­czenia przy­po­mniał się właśnie wydaną przez Provogue płytą „Shine”.

Ponoć sam B.B. King miał powiedzieć kiedyś, że z „białych gitarzystów bluesa potrafią grać tylko Eric Clap­ton i ten facet z Whitesnake” – mając tu na myśli właśnie Bernie’go Mars­dena. Ile w tym prawdy trudno powiedzieć, ale kunsztu w bluesowym fachu naprawdę nie można Mars­denowi odmówić. Oczywi­ście był to zawsze mocno przy­prószony roc­kiem blues, jak choćby we wczesnych nagraniach wspo­mnianej już grupy Davida Coverdale’a, ale było to zawsze granie pełne zarówno tech­nicz­nej biegło­ści, jak rów­nież feelingu i smaku. Z tym więk­szym zdziwieniem trzeba patrzeć na solowy, bar­dzo ubogi katalog Mars­dena, który w jed­nym z dostęp­nych na YouTube wywiadów sam łapie się za głowę gdy uzmysławia sobie, że to już dobre 15 lat odkąd wydał ostat­nią solową płytę. Na szczę­ście warto było czekać. „Shine” to bar­dzo dobry, blues-​rockowy krążek, na którym i miłośnicy melodyj­nych piosenek coś dla siebie znajdą. Trzyna­ście utworów, prawie godzina muzyki i znakomity Ber­nie Mars­den, któremu towarzyszy kilku znanych kolegów – od Davida Coverdale’a, przez Iana Paice’a z Deep Pur­ple, po Joe Bonamasse, czyli bodaj naj­jaśniej­szą gwiazdę holen­der­skiej wytwórni Provogue.

Do statusu gwiazdy brakuje jesz­cze innemu gitarzy­ście ze stajni Provogue, chociaż słuchając jego ostat­niej płyty „Influence” można śmiało stwier­dzić, że jest na dobrej drodze. To Philip Sayce. Urodzony w Walii, a wychowany w kanadyj­skim Toronto to gitarowe dziecko lat 90tych. Miłośnik Stevie Ray Vaughana, Jimiego Hen­driksa, Jeffa Healey’a, co zresztą słychać w jego muzyce – oczywi­ście czer­piącej z bluesa, ale mocno roc­kowej, a ostat­nio też dość nowoczesnej jeśli chodzi o brzmienie. Z jed­nej strony takich gitarowych pirotech­ników jest na współ­czesnej scenie wielu, z drugiej nie każdy z nich zostaje zaproszony przez Erica Clap­tona do udziału w jego prestiżowym Cros­sroads Festival w Madison Square Gar­den. To już coś znaczy. „Influence” to już jego piąty album wydany pod szyl­dem Provogue Records, i rzeczywi­ście można powiedzieć, że jest to płyta na piątkę. Szczegól­nie jeśli ktoś lubi ten typ grania.

Trzeci z prezen­towanych tu gitarowych albumów to już zespołowa i zdecydowanie roc­kowa produk­cja. Nazwa nie jest jesz­cze powszech­nie znana, ale powoli zdobywa uznanie miłośników ostrzej­szego podej­ścia do sze­ściu strun. To Shaman’s Harvest. Ich nowa, pierw­sza w dorobku objęta ogól­noświatową dys­trybucją płyta nosi tytuł „Smokin’ Hearts & Broken Guns”. Wej­ście na wysokie pozycje na kilku listach prze­bojów magazynu bil­l­board, sprzedaż sin­gla na poziomie ponad 130 tysięcy egzem­plarzy, włączenie jed­nej z piosenek do ścieżki dźwiękowej kinowego filmu „Zostać legendą”, czy wresz­cie napisanie piosenki z myślą o jed­nym ze znanych zapaśników, który zaadap­tował ją jako melodię, przy której wychodzi na ring – nie­źle jak na zespół, który dopiero teraz, wraz z wydaniem albumu „Smokin’ Hearts & Broken Guns” doczekał się ogól­noświatowej dys­trybucji. To granie, które może przy­paść do gustu. Oczywi­ście gitara robi wrażenie, ale podob­nie jest w moc­nym wokalem czy bar­dzo wyraź­nymi echami southern-​rockowych klasyków. Warto posłuchać.

Prze­mek Draheim

Opublikowano: 2014-10-21 10:03:00
Wydawca: Provogue Records
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście

© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design