In English

Granie roots w stylu Rootsy.nu

opublikowano w dziale Wydawnictwa

Szukając europej­skich brzmień spod znaku amerykań­skiej roots music warto pochylić się nad wytwór­nią Rootsy​.nu. Oficyna ma swoją siedzibę w Szwecji i wydaje przede wszyst­kim skan­dynaw­skich artystów, o których pol­scy słuchacze mogli jesz­cze nie słyszeć. A szkoda, bo to dobre i róż­norodne stylistycz­nie granie. Jego naj­bar­dziej posępną stronę reprezen­tuje Andi Almqvist, którego naj­now­sza płyta nosi miły dla pol­skiego ucha tytuł „War­saw Holiday”. „Andi Almqvist, wędrująca dusza” – tak mówią o nim szwedzcy krytycy. Urodził się w Wied­niu. Jego tata był szwedz­kim matematykiem, mama austriacką wiolon­czelistką. Dużo podróżowali. Miesz­kali w Stanach Zjed­noczonych, Związku Radziec­kim, i kilku innych krajach wschod­niej i zachod­niej Europy. To wszystko miało wielki wpływ na muzykę Almqvista, którego nie spo­sób ubrać w jeden tylko gatunek. Na płytowym debiucie blisko mu było do bluesa. Na ostat­nim krążku jest już trochę jak Nick Cave, trochę jak Tom Waits. To mroczne piosenki, ale bar­dzo piękne, dlatego warto się im przysłuchać.

Podob­nie jak warto przy­słuchać się twór­czo­ści trochę tajem­niczego szwedz­kiego gitarzysty z charak­terystycz­nymi pomarań­czowymi okularami na nosie i elek­tryczną gitarą National na kolanach. Mówię „tajem­niczego”, bo to postać spoza muzycz­nego main­streamu. Zresztą, jeśli wnioskować po komen­tarzach na muzycz­nych forach, Peder Af Ugglas – bo to o nim mowa – bar­dziej niż pol­skim melomanom znany jest audiofilom zain­teresowanym wyciśnięciem ze swojego sprzętu odsłuchowego stu procent jego moż­liwo­ści. Słuchając nowej „No. 4” nie­trudno to zro­zumieć. Opisując jego poprzedni long­play wspo­mniałem, że „ma on jesz­cze bar­dziej ilustracyjno-​filmowy charak­ter, niż dwa poprzed­nie. Niczym w muzyce klasycz­nej, to nie piosenki, a małe dzieła ideal­nie pasujące do ścieżki dźwiękowej dobrego filmu, naszpikowane emocjami i potęgujące wymowę tego, co na ekranie. Tyle, że tu nie ma ekranu, a o obrazy musimy zatrosz­czyć się sami, chociaż przy­znam, że przy takich dźwiękach łatwo poruszyć wyobraź­nie”. W przy­padku „Numeru 4” te słowa nadal są prawdą, może nawet jesz­cze bar­dziej niż wcześniej. Dla miłośników gitary slide spod znaku Ry’a Coodera i jego ścieżki dźwiękowej do kul­towego filmu „Paryż/​Texas”, płyta marzenie.

Rock­mani z kolei odnajdą się w twór­czo­ści innego wykonawcy związanego z wytwór­nią Rootsy​.nu. Gitarzysta nazywa się Pon­tus Snibb i kieruje grupą Pon­tus Snibb 3. Ich nowa produk­cja, „Loud Feathers”, to kawał solid­nego rock’n’rolla. Słowo „solidne” wypadałoby tu pod­kreślić, bo kto by przy­pusz­czał, że jedna z naj­lep­szych rock’n’rollowych płyt ostat­nich kil­kunastu miesięcy pochodzić będzie nie ze Stanów, a ze Szwecji. Surowe brzmienie, przy­ciągające uwagę mocne gitarowe riffy i wokal, który ciągnie wszystko do przodu. Zresztą, tego głosu mógłby mu pozaz­dro­ścić niejeden gwiaz­dor blues-​rockowej gitary.

Prze­ciw­wagą dla muzyki Pon­tus Snibb 3 i albumu „Loud Feathers” może być to, co tworzy singer-​songwriter Johan Örjans­son. Nawet nazwa płyty ideal­nie pasuje – „Melan­cholic Melodies for Broken Times”. Jest nastrojowo, trochę roman­tycz­nie, z nutką tęsk­noty. Skojarzej­nie z ostat­nim, dylanow­skim Joh­nem Mayerem bar­dzo na miej­scu. Do posłuchania dla tych, którzy od czasu do czasu chcą się rozej­rzeć za czymś interesującym poza bluesem, a ciągle w obrębie korzen­nego grania.

Prze­mek Draheim

Opublikowano: 2013-03-11 21:57:36
Wydawca: Rootsy.nu
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście

© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design