In English

Tommy Castro „Hard Believer”

opublikowano w dziale Wydawnictwa

Nazwisko Tommy’ego Castro nie wymaga specjalnej rekomendacji. Ten, kto choć trochę interesuje się bluesem doskonale wie, iż nie chodzi o kubańskiego El Comandante, tylko o pochodzącego z Kalifornii utalentowanego gitarzystę i wokalistę, który od kilkunastu już lat raczy melomanów swoją pełną uczuć muzyką. Szczególnie głośno zrobiło się o nim w ubiegłym roku, kiedy za album „Painkiller” otrzymał nagrodę Blues Music Awards oraz zwyciężył w prestiżowej kategorii „B.B. King Entertainer of The Year”.

Początek bieżącego roku przyniósł kolejny news – Tommy Castro podpisał kontrakt z Alligator Records! Owocem przejścia pod skrzydła nowej wytwórni jest świeżutki jeszcze longplay „Hard Believer” wyprodukowany przez Johna Portera – legendę w tej branży, współpracującego z całą plejadą gwiazd, żeby wspomnieć tylko te największe w osobach B.B. Kinga czy Buddy’ego Guy’a. Jak prezentuje się Castro w swoim debiucie w barwach Alligatora? Gatunkowo artysta niezmiennie porusza się w obszarach, do jakich zdążyły nas przyzwyczaić jego wcześniejsze wydawnictwa. Stylistycznie wciąż wspaniale potrafi zachować własną tożsamość niezależnie od tego, czy wykonuje utwory autorskie, czy covery. Co do samych kompozycji już pierwsza na liście, jawiąca się pod dość nurtującym tytułem „Definition Of Insanity”, zwraca uwagę mniejszą ilością partii gitarowych w stosunku do pozostałych instrumentów.

I taki w zasadzie jest cały album. Częściej na pierwszy plan wybijają się instrumenty dęte i klawiszowe, które w rękach tak nietuzinkowych muzyków jak Keith Crossan, Tom Poole i Tony Stead nadają utworom dostojnego i szlachetnego charakteru. Nie oznacza to oczywiście, że Tommy porzucił gitarę w kąt i zajął się samym śpiewaniem. Nadal czaruje swoją grą w postaci dyskretnych wtrąceń i delikatnych ozdobników, a kiedy trzeba potrafi przygrzać ognistą solówką, ot jak chociażby  we wspomnianym numerze otwierającym płytę. Drugi  w kolejności „It Is What It Is” to utwór autorstwa zmarłego niedawno teksańskiego muzyka Stephena Brutona. Castro zadedykował mu niniejszy album „w podziękowaniu za przyjaźń i inspirację”. Kawał pięknego soulu niesie z sobą po mistrzowsku zaaranżowana kompozycja tytułowa, kojarząca się troszkę z leciwą „These Arms Of Mine” Otisa Reddinga. Rozpoczyna ją uroczy motyw sekcji dętej, kontynuowany po chwili przez głęboki głos Tommy’ego, a  całości dopełniają subtelne pląsy gitary oplecione łagodną hammondową mgiełką. Na tle pulsujących fortepianowych dźwięków oraz niezwykle realistycznej sekcji brzmi to wszystko naprawdę niesamowicie i uwieńczone jest śpiewnym, gitarowym solo w stylu Alberta Kinga. Takiego zespołowego grania nie powstydziłyby się nawet najlepsze orkiestry symfoniczne. Z kolei w świetnie  wykonanym „Ninety-Nine And One Half” Wilsona Picketta do głosu dochodzi Hammond Tony’ego Steada przypominający barwą wczesne nagrania Bookera T. Jonesa dla wytwórni Stax i znów urzekają wspaniale uzupełniające się poszczególne partie instrumentów. Z pozostałych zapożyczeń jakie znalazły się na płycie nie sposób pominąć słynnego dylanowskiego „Gotta Serve Somebody”, mocno przyprawionego soulowo-funkowym sosem, co osadziło go w zupełnie nowym wymiarze. Jest też podany w bardziej rockowej konwencji „Victims Of The Darkness” z repertuaru nowoorleańskiego pianisty Allena Toussainta oraz  żywiołowo zagrany, rhythm’n’bluesowy „My Babe” autorstwa duetu wokalnego The Righteous Brothers. Nieco więcej gitary możemy usłyszeć w funk-rockowej kompozycji „Trimmin’ Fat”, gdzie swoje slide’owe umiejętności demonstruje sam John Porter, a cały band znakomicie udowadnia, iż pauza to też muzyka. Rozmaitymi figurami gitarowymi nafaszerowany jest również szaleńczy rock’n’roll pod tytułem „Make It Back To Memphis”, ale tutaj akurat bardziej skupia na sobie uwagę Tony Stead i jego pianistyczne popisy à la Jerry Lee Lewis.

Castro nie zapomniał również o bluesie, a dokładnie swingującym jump bluesie, bo w takiej stylistyce wykonał kawałek „Backup Plan”, napisany wspólnie z Rickiem Estrinem. Na koniec serwuje nastrojowy popowo-soulowy temat Jeffa Turmesa o nazwie „The Trouble With Soul”. Choć taka estetyka, głównie za sprawą perkusji, może nie pasować do konwencji brzmieniowej albumu, to akurat w tym miejscu w ogóle ona nie przeszkadza… A wręcz przeciwnie, doskonale odpręża i relaksuje po wysłuchaniu takiej dawki dźwięków na naprawdę wysokim poziomie.

Kolejne udane wydawnictwo w dorobku Tommy’ego Castro potwierdza jego wielki talent i wyśmienitą formę artystyczną niezależnie od tego, z kim pracuje i dla kogo nagrywa. Płyta powinna zainteresować nawet ortodoksów, którzy twierdzą, iż muzyk w swojej twórczości już dawno odszedł od bluesa.

Tomasz Kruba

Opublikowano: 2009-07-30 15:26:48
Wydawca: Alligator Records
Posłuchaj: www.myspace.com/tommycastroband

© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design