In English

Ingrid Gerdes „The Eclectic Collection”

opublikowano w dziale Wydawnictwa

Ciekawe ilu jest melomanów, którzy wszystkie ulubione odcienie muzyki chcieliby mieć zebrane na jednej płycie? Wysublimowany pop spod znaku Motown Records; erotyczną ekspresję południowego soulu; słoneczne bujanie muzyki reggae; romantyczny nastrój, jaki roztaczała na scenie Eva Cassidy – wszystko na jednym albumie? Do takiej wizji dodać należy sprawny zespół muzyków sesyjnych wspierających jedną z najciekawszych i najbardziej wszechstronnych wokalistek młodego pokolenia, a to co wyjdzie opatrzyć tytułem „The Eclectic Collection” i już mamy debiutancki krążek Ingrid Gerdes. W natłoku śpiewaczek badających spopularyzowane przez Joss Stone terytorium neo-soulu Ingrid poszła o krok dalej, nagrywając zestaw autorskich piosenek – covery są tu tylko dwa – czerpiących inspiracje z jej ulubionych muzycznych stylów. Pomysł był ryzykowny, ale przyniósł sukces. Już pierwsze dźwięki otwierającej album kompozycji „Little Bit Of Sun” odsłaniają kurtynę – słuchacza czeka wyjątkowa uczta. Pełen pasji sposób śpiewania – mocny, ale nigdy ponad miarę – komponuje się słodko z leniwym pulsem sekcji. Przy „Should’ve Known” puls gęstnieje, a zespół wyrusza na wycieczkę w kierunku Jamajki. Jeśli w muzycznym nazewnictwie istnieje coś takiego jak reggae-soul, tu mamy z nim do czynienia. Dźwięki to świeże i bardzo seksowne, tak jest zresztą od początku do końca. Każda piosenka w tej eklektycznej kolekcji przynosi nieco inny klimat, a tym, co z dziesięciu różnych piosenek tworzy spójny album jest wrażliwość Ingrid i jej słyszalne porozumienie z towarzyszącymi muzykami. Wytarczy posłuchać „It’s Too Late” gdzie dobrze naoliwiona soulowa machina kieruje się na amerykańskie południe, do pierwszego napotkanego juke jointa. Jeśli to nie jest idealna piosenka do radia, to znaczy, że nic co dobre się do niego nie nadaje. Femme fatale w jednej chwili, w innej zmienia się w bezbronną dziewczynę – wokalna partia w „Happy” to jeden z najpiękniejszych momentów albumu, śpiew tak delikatny, że aż kruchy. Łącząc różne gatunki i różne typy pulsacji Ingrid Gerdes wysyła jasną wiadomość – słynna Berklee School of Music, którą ukończyła, może być z niej dumna. Na spotkanie we dwoje trudno o lepszy album…

Przemek Draheim

Opublikowano: 2009-03-02 21:55:43
Wydawca: Ingrid Gerdes
Posłuchaj: www.myspace.com/ingridgerdesmusic

© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design