In English

Scott H. Biram „Bad Ingredients”

opublikowano w dziale Wydawnictwa

Zespoły takie jak The Black Keys czy The White Stripes prze­konały cały świat w ciągu ostat­niego dziesięciolecia, że do stworzenia peł­nopraw­nego roc­kowego zespołu wystar­czą jedynie dwie osoby. Okazuje się jed­nak, że liczbę tę można zredukować jesz­cze bar­dziej nie tracąc jed­nocześnie ani odrobiny mocy, którą osiągają wspo­mniane duety. Znakomicie czyni to Scott H. Biram z Tek­sasu, którego jedynym kom­panem na scenie jest gitara oraz prosty instrument per­kusyjny, peł­niący rolę stopy. Co prawda na „Bad Ingredients” można usłyszeć też inne instrumenty, ale bar­dzo okazjonalnie.

Punk­tem wyj­ścia dla Birama jest blues, lecz muzyk szeroko nawiązuje rów­nież do folku i coun­try. To zderzenie pozor­nie bliskich stylistyk w połączeniu z nie­prze­ciętną charyzmą daje wyśmienity efekt. Tradycyj­nie zawodzące bluesowe utwory prze­platają się z kom­pozycjami, przy których ciężko powstrzymać się od tupania, a iście kow­boj­skie bal­lady wtórują stan­dar­dom – „Bad Ingredients” cieszy ucho na przy­kład interesująco zin­ter­pretowanym „Have You Ever Loved a Woman”.

Nie bez znaczenia jest image artysty, a ujmując rzecz precyzyj­niej – brak image’u. Jeżeli zobaczysz na scenie męż­czyzną z solid­nym zarostem, w koszulce i z czapką „tirówką” na głowie, który na dodatek krzyczy przez megafon, to możesz mieć pew­ność, że to właśnie Scott H. Biram. Artysta wygląda tak, jakby miał zaraz ruszyć w trasę swoją osiem­nastokołową ciężarówką, prawie każdy utwór popija piwem i jest przy tym tak szczery, że trudno nie zwrócić na niego uwagi. Muzyk z Tek­sasu czuje się na scenie jak ryba w wodzie – to fakt, ale studyj­nie wypada rów­nie dobrze. Kom­pozycje nie są w żaden spo­sób prze­kom­binowane i pokazują, że ener­gia tkwi w prostocie.

Wiel­kim wyzwaniem dla solistów jest zain­teresowanie publicz­no­ści przy­zwyczajonej głów­nie do oglądania występów kil­kuosobowych składów. Muzyka Scotta H. Birama z całą jej siłą i nie­skrępowaniem nie pozostawia absolut­nie żad­nego nie­do­stytu, który mógłby wynikać z braku per­kusji czy basu. Można by rzecz, że dokonuję się tutaj swoisty powrót do korzeni, gdy muzyki nie tworzyły zespoły, lecz samot­nie podróżujący artyści.

Patryk Mit­zig

P.S. Dla tych, którzy płyty jesz­cze nie słyszeli, w ser­wisie YouTube mała próbka.

Opublikowano: 2011-11-29 11:28:19
Wydawca: Bloodshot Records
Posłuchaj: www.scottbiram.com

© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design