In English

Guitarmani na topie

opublikowano w dziale Wydawnictwa

Gitarowa muzyka nie jest dziś na fali” – można by powiedzieć słuchając tego, co współ­czesny, main­streamowy rynek muzyczny ma nam do zaoferowania. Są jed­nak tacy, którzy skutecz­nie prze­czą tej smut­nej teo­rii wydając kolejne, znakomite, g-​i-​t-​a-​r-​o-​w-​e płyty – Joe Bonamassa, John Mayer i Derek Trucks.

Ten pierw­szy swoje dziecięce marzenie by grać jak Jimi Hen­drix czy Eric Clap­ton speł­nił jako dwudziestodwulatek, kiedy pod­pisał kon­trakt z poważną firmą Epic Records. Ponoć grać na gitarze nauczył się zanim dowiedział się jak prowadzić samo­chód, co – jak na amerykań­skie realia – jest sym­patyczną ciekawostką. Jak podaje All Music Guide: „Kiedy miał cztery lata po raz pierw­szy usłyszał muzykę Stevie Ray Vaughana. Jako ośmiolatek otwierał kon­certy B.B. Kinga, a gdy miał lat dwana­ście występował już regular­nie w nowojor­skich klubach”. Życiorys w sam raz na książkę albo film. Nic dziw­nego, że mimo młodego wieku Joe Bonamassa może się poszczycić legionami wier­nych fanów, którzy każdą jego nową płytę przyj­mują z wiel­kimi emocjami. Nie ina­czej jest z ostat­nią studyjną produk­cją, wydanym przez holen­der­ską wytwór­nię Provogue „Driving Towards The Daylight”. Krążek otwiera kom­pozycja „Dislocated Boy” – typowe dla Bonamassy cięż­kie brzmienie i epicka aran­żacja zapowiadają dużo dobrego i tę obiet­nicę płyta speł­nia. Całość, według artysty, miała być powrotem do jego bluesowych korzeni – stąd obec­ność „Stones In My Pas­sway” Roberta John­sona czy „Who’s Been Tal­king” ze wstępem autor­stwa How­lina’ Wolfa – ale roc­kowych odniesień też tu nie brakuje, choćby w osobie australij­skiego wokalisty Jimmy’ego Bar­nesa, który razem z Bonamassą wyśpiewał swój naj­więk­szy hit z 1987 roku, „Too Much Ain’t Enough of Love”. Piękne.

To samo słowo należy wyryć w kamieniu dla upamięt­nienia nowego longplay’a Johna Mayera – gitarzysty, który naj­ogól­niej rzecz biorąc bluesa nie gra, ale – szczegól­nie w ostat­nich latach – gdzieś tam na jego obrzeżach funk­cjonuje kłaniając się od czasu do czasu swoim bluesowym inspiracjom na takich płytach jak mul­tiplatynowa „Con­tinuum” czy kon­cer­towe „Try!” i „Where The Light Is”. Na tym ostat­nim powolny blues doprowadził do spazmów tysiące zgromadzonych pod sceną nastolatek, a to widok, który nie trafia się często… Zresztą, John Mayer to nie­samowity przy­kład porządku rzeczy odwrot­nego niż ten, któremu przy­glądamy się zwykle. Bo zwykle bywa tak, że dany artysta zaczyna od dobrej, ambit­nej muzyki i z każdą kolejną płytą oddala się od niej w stronę lżej­szego popu. Mayer zrobił dokład­nie prze­ciwną rzecz – zaczął od muzyki pop, zdobył wielką popular­ność i ni z tego, ni z owego zaczął grać piosenki będące mieszanką bluesa, rocka i muzyki soul. A teraz, także, typowo amerykań­skiego folk-​rocka spod znaku for­macji Crosby Stills & Nash czy Neila Younga.

Wydana przez Sony Music płyta „Born And Raised” jest inna niż jego poprzed­nie produk­cje – delikat­niej­sza, mniej gitarowa, a bar­dziej tek­stowa, jeśli można użyć takiego określenia. Całość przy­gotowano po to, żeby się w nią wsłuchiwać, odkrywając nowe niuanse przy każ­dym kolej­nym prze­słuchaniu. Bluesowa forma „Something Like Olivia”, męskie chórki w stylu wspo­mnianych CS&N w utworze tytułowym, genialne intro Chrisa Botti w genial­nej kom­pozycji „Walt Grace’s Sub­marine Test, January 1967” – to tylko kilka z powodów, dla których nowego Mayera warto mieć i często słuchać.

Do wielo­krot­nych odsłuchów zachęca też nowe dzieło Dereka Trucksa, dwupłytowy album live „Everybody’s Tal­kin’” – imponujący podwój­nie, bo stworzony z mał­żonką, Susan Tedeschi pod szyl­dem Tedeschi Trucks Band. Sam Trucks, podob­nie jak Bonamassa, przy­godę z gitarą roz­począł bar­dzo wcześnie, jako dziewięciolatek. Trzy lata póź­niej miał już na kon­cie występy z The All­man Brothers Band czy Buddy Guy’em. Dziś wielu uważa go za jed­nego z naj­ciekaw­szych gitarzystów slide na świecie. Rzeczywi­ście, własnego stylu i brzmienia nie można mu odmówić – kiedy slidem gra Derek Trucks od razu wiadomo, że to on, nikt inny.

Na wydanym przez Sony Music kon­cer­cie tego slide’u oczywi­ście nie brakuje, ale pamiętajmy, że to nie jest kolejna płyta The Derek Trucks Band – gitarzysta z rubinowym Gib­sonem jest tu tylko jed­nym z elemen­tów dużej układanki, na którą składają się druga gitara Susan, sek­cja dęta, klawisze i chórki. To właśnie zespół jako całość robi tu naj­więk­sze wrażenie – nie­słychanie zgrany zaprasza słuchacza w różne muzyczne rejony, od bluesa i truck­sowych, bagien­nych brzmień z mocno osadzonym ryt­mem, po gospel, odrobinę soulu i jazz, który da się tu usłyszeć więcej niż kil­kakrot­nie. Mieszanka snuje się leniwie, a bar­dziej niż na efek­towne wybuchy stawia na wciągający klimat, który zaprasza słuchacza głębiej w muzykę. Podany na takiej tacy głos Susan Tedeschi porywa – jak w „Learn How to Love”, uspokaja – jak w „Dar­ling Be Home Soon”, a miej­scami roz­dziera ładun­kiem emocji – jak w „That Did It”. Jeśli komuś przy­padła do gustu studyjna, obsypana nagrodami płyta Tedeschi Trucks Band, tą nową będzie zachwycony, bo kon­cert wszyst­kie mocne strony płytowego debiutu pod­nosi do kwadratu, a to już dobra rekomendacja.

Prze­mek Draheim

Opublikowano: 2012-08-29 11:24:35
Wydawca: Provogue, Sony Music
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście

© Blues.pl 2000-2016 | Code & design PMK Design